Briet nadał tempo, Pesic przechylił szalę
Przed Montpellier stało nie lada wyzwanie – przerwać siedem lat dominacji Nantes w ligowych starciach między tymi drużynami. Obie ekipy, które w środę mają zagrać w meczu o awans do finału krajowego pucharu w Bercy, od pierwszych minut pokazały wysoką dyspozycję.
Pierwszych pięć minut należało do Thibauda Brieta. Kapitan Nantes błyszczał zarówno w obronie, jak i w ataku, napędzając swoją drużynę i publiczność do białego gorąca. Mecz toczył się w wysokim tempie, a wynik przez dłuższy czas był wyrównany (8:7 w 15. minucie).
Wyłączenia Brieta i Kauldiego Odriozoli nieco ostudziły tempo spotkania. Montpellier, grający w roli goniącego, wykorzystał pierwszą obronę Rémiego Desbonneta i doprowadził do remisu 10:10. Gdy obie drużyny neutralizowały się nawzajem, Ivan Pesic popisał się świetną interwencją przeciwko Rogério Moraesowi, a Nantes wyszło na pierwsze prowadzenie 15:11 w 22. minucie.
W zapowiedzi majowej rywalizacji między tymi zespołami, obie strony pokazały determinację. Valentin Porte dwukrotnie rzucał się na piłkę, a Montpellier stopniało przewagę gospodarzy do remisu 15:15. Mimo wysokiego tempa, do szatni z jednobramkowym prowadzeniem 17:16 schodziło Nantes.
Końcówka dla gospodarzy
W drugiej połowie gospodarze, skuteczniejsi w ataku pozycyjnym i prowadzeni przez Aymeric'a Minne'a, Brieta i Juliena Bosa, odskoczyli rywalom. Po drugiej stronie odpowiadał im Diego Simonet, który ostatecznie zdobył 7 bramek. Drużyna Porte miała jednak problemy w ataku pozycyjnym, traciła piłki przy wyprowadzeniach i była za to karana (26:22 w 41. minucie).
Nantes wydawało się kontrolować przebieg drugiej połowy. Montpellier nie potrafiło złamać oporu gospodarzy, nawet grając w przewadze liczebnej (30:25 w 50. minucie).
Po czterominutowej suszy strzeleckiej Nantes, goście zdołali zmniejszyć stratę do trzech bramek (32:29 w 54. minucie). W decydujących minutach obie drużyny mnożyły błędy techniczne – piłki wymykały się z rąk zawodników. Minne stracił ważną piłkę, a Montpellier wróciło do gry, zbliżając się na 33:32.
Po niefortunnym faulu Arthura Lenne'a na Bosie, Montpellier musiało kończyć mecz w osłabieniu. Symbolicznym momentem było trafienie z karnego Noama Léopolda, który wrócił właśnie po kontuzji – jego gol przypieczętował zwycięstwo Nantes 35:32 i kolejną straconą szansę Montpellier w walce o fazę grupową Ligi Mistrzów.
Źródło: handnews.fr
