Reklama
Reprezentacja

Nadzieja umiera ostatnia. Dziś gramy z Węgrami

Autor: Mateusz Ludyga342 wyświetleń
Nadzieja umiera ostatnia. Dziś gramy z Węgrami

Przed nami pierwszy mecz Polaków na EURO 2026. Rywal? Z najwyższej półki. Ugranie puntów z Madziarami byłoby sensacją. Niemniej my, Polacy, mimo niesprzyjających okoliczności, wierzymy. Wierzymy do końca. Przynajmniej ja tak mam.

Reklama

Reklama

Piątek, 16 stycznia 2026 roku, godzina 20:30. W szwedzkiej Kristianstad Arena, reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych rozpocznie walkę o coś więcej niż awans do rundy głównej Mistrzostw Europy. Rozpocznie walkę o godność, o udowodnienie, że polska piłka ręczna – choć przechodzi w dołku – wciąż żyje, wciąż ma w sobie ten nieokiełznany duch walki.

Pierwszy rywal? Węgry. Zespół, który na każdym turnieju określany jest mianem „czarnego konia", a jego ambicje regularnie sięgają strefy medalowej. Polska determinacja przeciwko węgierskiej fizyczności i doświadczeniu.

Cienie nad kadrą – problemy większe niż zwykle

Nie oszukujmy się. Polska przystępuje do tego turnieju osłabiona, poturbowana przez kontuzje i okoliczności. Lista nieobecnych brzmi jak katalog smutków polskiej piłki ręcznej.

Kamil Syprzak, obrotowy Paris Saint-Germain, jeden z najlepszych na swojej pozycji w Europie, nie zagra. To echa jego samowolnego opuszczenia zgrupowania podczas mudialu w 2025 roku. Oficjalnie sprawa nie została wyjaśniona. Rozmów pomiędzy ZPRP a Syprzakiem, na którego nałożono karę, nie było. Tym samym nadal obrotowego w kadrze nie ma. A przydałby się, oj przydał.

Szymon Sićko, nadzieja na leworozgrywającego na lata i rzuty z drugiej linii, zawiesił występy w reprezentacji jesienią 2025 roku. Oficjalne powody? Kontuzja kolana, która nie pozwoliła mu na pełną sprawność. „Chciałbym grać w kadrze i brakuje mi tego. Na przeszkodzie staje jednak moje kolano, które wciąż nie jest w pełni zdrowe" – mówił zawodnik. Decyzja była jego, ale dla kadry to kolejny cios. Sićko w formie to siła ognia w ataku, której może nam na rozpoczynającym się turnieju zabraknąć.

I wreszcie Arkadiusz Moryto – kapitan, lider, symbol polskiej determinacji. Talent czystej wody. Moryto zagra, ale z kontuzją barku, która ciągnie się za nim od listopada 2023 roku, kiedy nabawił się urazu w... towarzyskim meczu z Węgrami. Od tamtej pory bark się odnawiał, sytuacja się pogarszała, a zawodnik zmuszony był do dostosowania treningów i gry. W grudniu 2025 roku klub poinformował, że Moryto musi przejść operację – najprawdopodobniej po zakończeniu sezonu, z perspektywą 6-8 miesięcy rehabilitacji. Tymczasem kapitan stanął do walki. „Dogrywam ten sezon na tyle, na ile będę mógł. Mam świadomość, przy jakich ruchach bark może wypaść, zatem ich unikam" – przyznał przed turniejem.

Co więcej, Moryto, który dotychczas był etatowym egzekutorem rzutów karnych w reprezentacji, w tym turnieju raczej ich nie będzie rzucał. „Karne raczej odpuszczę, bo ciężko mi się je rzuca z tym urazem" – powiedział wprost. To sygnał, jak poważna jest sytuacja kapitana. Kapitan jest dostępny, ale musimy mieć na względzie, że jeden rzut, jeden atak przeciwnika czy upadek, może skreślić jego dalszy udział w turnieju.

Te braki kadrowe to nie jedyne problemy. Reprezentacja nie potrafi się stabilizować. Ostatnie Mistrzostwa Świata 2025? Katastrofa. Polacy zajęli 25. miejsce, nie wyszli z grupy, choć do drugiej fazy awansowały trzy z czterech zespołów. Biało-Czerwoni nie wygrał żadnego meczu w fazie grupowej i spadli do rozgrywek o Puchar Prezydenta (remis 19:19 z Czechami to jedyny punkt) – poniżej wszelkich oczekiwań.

Kryzys trwa od 2015 roku, kiedy drużyna zdobyła ostatni medal mistrzostw świata (brąz w Katarze) i igrzysk w Rio 2016, kiedy realnie walczyła o medal. Od tamtej pory: 17. miejsce na MŚ 2017, brak kwalifikacji na MŚ 2019, 13. i 15. miejsca w kolejnych edycjach, wreszcie wspomniany dramat w 2025 roku.

Mistrzostwa Europy? Podobnie. Ostatni awans do rundy głównej miał miejsce w 2022 roku. W 2024 roku Polacy zajęli 16. miejsce, kończąc zmagania na fazie grupowej.

Węgrzy – fizyczność, młodość, ambicje

Po drugiej stronie parkietu staną Węgrzy, którzy od lat pukają do drzwi europejskiej czołówki. Ich wyniki to sinusoida: rozczarowujące 15. miejsce na EHF EURO 2022 (w dodatku u siebie), a zaraz potem piąta lokata na mistrzostwach Europy 2024 oraz dwa ósme miejsca na mistrzostwach świata 2023 i 2025.

Węgry prowadzi od 2022 roku Chema Rodríguez – hiszpański szkoleniowiec, były wybitny rozgrywający, mistrz świata i wicemistrz Europy jako zawodnik. Rodríguez objął kadrę po latach pracy jako asystent, zdobył doświadczenie w Benfice Lizbona (gdzie wygrał EHF European League 2021-22), a teraz pełni rolę selekcjonera na pełen etat. Pod jego wodzą Węgrzy rozwinęli się wyraźnie – zespół to dziś interesujące połączenie młodości z doświadczeniem.

W składzie Madziarów wyróżniają się nazwiska znane polskim kibicom. Zoltán Szita, Gergő Fazekas i Zoran Ilić – wszyscy trzej na co dzień grają w Orlen Wiśle Płock, aktualnym mistrzu Polski. To dodatkowy smaczek do piątkowego meczu – zawodnicy, którzy znają polską ligę, polskich rywali, a teraz zagrają przeciwko polskiej kadrze.

Na pozycji bramkarza Węgry dysponują Kristófem Palasicsem z MT Melsungen – młodym (23 lata), ale już doświadczonym golkiperem, który uczestniczył w ME 2024 (5. miejsce, pięć meczów). W ataku wyróżnia się Bence Imre z THW Kiel oraz trójka rozgrywających z Wisły Płock.

W linii obrotowych – po kontuzji Bence Bánhidiego (jednego z najlepszych obrotowych świata, wybranego najlepszym na swojej pozycji w Lidze Mistrzów i na EHF EURO 2020) – ciężar gry spoczywa na Miklósie Roście. Rosta (25 lat, 203 cm wzrostu) to węgierski Piłkarz Ręczny Roku 2022 i 2023, obecnie grający w Dinamo Bukareszt. W ostatnim sparingu z Rumunią przed turniejem zdobył sześć bramek w pierwszym meczu.

Nieobecność Bánhidiego to jedyne poważne osłabienie Węgrów, ale nie zmienia faktu, że pozostają faworytem piątkowego starcia. W meczach przygotowawczych dwukrotnie wysoko pokonali Rumunię: 33:23 i 40:34. Federacja węgierska postawiła drużynie cel: dotarcie do czołowej ósemki turnieju.

Historia bez litości

Bilans bezpośrednich starć nie napawa optymizmem. Ostatnie oficjalne spotkanie Polska–Węgry miało miejsce podczas Mistrzostw Świata 2021, kiedy Madziarzy wygrali 30:26. Polacy ostatnie zwycięstwo nad Węgrami zanotowali w... 2015 roku, w meczu towarzyskim (35:25).

W listopadzie 2023 roku obie drużyny rozegrały towarzyski dwumecz na Węgrzech. Wyniki? Porażki Polski 27:31 i 26:36. W pierwszym spotkaniu po siedem razy trafiali Michał Daszek i Ariel Pietrasik, dzień później po pięć bramek rzucali Maciej Gębala i ponownie Daszek. Ale wyniki były jednoznaczne – Węgrzy dominowali fizycznością, szybkością i doświadczeniem.

Polacy – zespołowość przeciwko indywidualności

Co może przeciwstawić Polska? Przede wszystkim zespołowość. „Naszą siłą jest zespołowość i umiejętność pomocy sobie nawzajem. Piłka ręczna to sport zespołowy i wierzę w to, że umiejętności indywidualne będziemy w stanie przekuć na jak najlepszą grę całej drużyny" – mówił przed turniejem rozgrywający Michał Olejniczak.

Olejniczak, 25-letni zawodnik Industrii Kielce, to obecnie jeden z filarów polskiej kadry. Po kontuzjach, które męczyły go na początku sezonu, wraca do pełni formy. „Miałem bardzo duży głód gry i w spotkaniach z Serbią czułem radość, że mogę wybiec na parkiet, zdobywać bramki i pomagać drużynie" – przyznał. Olejniczak będzie kluczowy zarówno w ataku, jak i w obronie – selekcjoner Jota Gonzalez stawia na jego wszechstronność.

Obok niego – Michał Daszek, doświadczony prawoskrzydłowy Orlen Wisły Płock, brązowy medalista Mistrzostw Świata 2015, olimpijczyk z Rio 2016 (4. miejsce), najlepszy zawodnik i najlepszy skrzydłowy Superligi w sezonie 2018/19. Daszek wrócił do kadry po przerwie – ostatni mecz w barwach reprezentacji rozegrał w styczniu 2024 roku przeciwko Wyspom Owczym. „Bardzo brakowało mi reprezentacji!" – mówił po powrocie. Jego doświadczenie i skuteczność mogą być kluczowe.

W obronie Polska postawi na solidność i agresywność. „Chciałbym, żeby w obronie zawodnicy przewidywali ruchy i zagrania rywali. Musimy być agresywni, twardzi jeden na jeden, ale chciałbym też, aby moi zawodnicy byli sprytni" – mówił przed turniejem selekcjoner Jota Gonzalez. Hiszpański szkoleniowiec, który objął kadrę w kwietniu 2025 roku, przeszedł długą drogę jako asystent w Paris Saint-Germain (gdzie pracował m.in. z Kamilem Syprzakiem) oraz jako matematyk wykładający na uniwersytecie w Valladolid. Jego kontrakt obowiązuje do 2028 roku, a filozofia gry opiera się na szybkich atakach, agresywnej obronie i inteligentnych decyzjach.

Nadzieja w braciach Gębala, którzy mogą stworzyć solidny mur w obronie. Patrząc na nasze braki na lewym rozgrywaniu, niewykluczone, że Tomasz będzie również często pomagał drużyny w akcjach ofensywnych.

Gonzalez miał bardzo ograniczony czas na pracę z zespołem – specyfika reprezentacji. „Chciałbym mieć więcej czasu, żeby popracować z zespołem. Taka jest jednak specyfika pracy z reprezentacjami i trzeba to zaakceptować" – przyznał. Niemniej w sparingach z Serbią jego drużyna pokazała charakter: wygrana 33:32 i remis 32:32. „To pokazuje, że możemy rywalizować z tak silnymi drużynami jak Serbia" – podkreślił szkoleniowiec.

We wczorajszym meczu Serbia uległa Hiszpanom „tylko" dwoma bramkami, co może wzbudzać delikatny optymizm. Pamiętajmy jednak, że mecze towarzyskie, bez kamer i kibiców jak było w przypadku starć z Serbią, nijak mają się do walki o punkty przy pełnej hali kibiców.

Cel ZPRP... minimalistyczny

Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce, Sławomir Szmal, przed turniejem wyznaczył drużynie oficjalny cel: zajęcie miejsca w przedziale 13-16, co oznacza trzecie miejsce w grupie. To sugestia, że związek nie liczy na awans do rundy głównej. „Wyjście z grupy będziemy traktować jako sukces. Naszej wygranej upatruję przede wszystkim w meczu z Węgrami" – powiedział Szmal.

Z grupy F awansują dwa najlepsze zespoły. Obok Polski i Węgier w stawce są Islandia (regularny uczestnik wielkich turniejów, ostatnio szóste i dziewiąte miejsce na MŚ, dziesiąte na ME) oraz Włochy, którzy wracają na Mistrzostwa Europy po 28 latach przerwy (ostatni start w 1998 roku). Włosi w ostatnich latach poczynili ogromny postęp – w 2025 roku zajęli 16. miejsce na MŚ, wyprzedzając Polskę. Wielu ich zawodników gra w Bundeslidze, co świadczy o indywidualnej jakości.

„Nie ma co ukrywać, że trafiliśmy do trudnej grupy razem z Węgrami, Islandią i Włochami" – mówił Olejniczak. Ale zaraz dodał: „Wierzę jednak, że jako drużyna możemy napsuć rywalom sporo krwi i w ogóle być czarnym koniem tej grupy".

To właśnie w tym zdaniu zawiera się cała esencja polskiego podejścia do tego turnieju. Nie idziemy tam jako faworyci. Nie mamy luksusu pełnej kadry, nie mamy ostatnich sukcesów za sobą, nie mamy pewności siebie wynikającej z dominacji. Ale mamy coś innego. Mamy determinację. Mamy dumę. Mamy polskie serce, które na parkiecie bije głośniej niż gdziekolwiek indziej.

Dopóki piłka w grze – wierzymy

„Kibice mogą być pewni, że nie zabraknie nam odwagi i zaangażowania. Zrobimy wszystko, aby kibice poczuli się dumni z kadry" – obiecywał Michał Olejniczak. „Zdajemy sobie sprawę, że ostatnie lata są dla naszej piłki ręcznej ciężkie, że sukcesów nie ma, ale pracujemy ciężko, mamy nowego trenera i nowe założenia, które będziemy chcieli wykorzystać jak najlepiej".

To właśnie ta świadomość – trudnej sytuacji, ale także determinacji do walki – definiuje dzisiejszą polską reprezentację. Nie ma iluzji, ale nie ma też rezygnacji. Jest polska piłka ręczna, która próbuje odbudować się po latach stagnacji. Jest grupa zawodników, którzy – mimo kontuzji, mimo braku gwiazd, mimo niesprzyjających okoliczności – wychodzą na parkiet i walczą.

Arkadiusz Moryto gra z bólem barku, wiedząc, że każdy ruch może zakończyć się wypadnięciem stawu. Michał Daszek wraca po przerwie, bo tęskni za reprezentacją. Tomasz Gębala, który po Mistrzostwach Świata 2023 zrezygnował z kadry ze względów zdrowotnych, wraca, bo ambicja sportowa nie pozwala mu siedzieć z boku. Młodzi zawodnicy jak Olejniczak uczą się od starszych kolegów, budując fundamenty pod przyszłość.

A kibice? Kibice, jak zawsze, są z reprezentacją. „Chciałbym, żeby to pojawiało się częściej. To ogromna przyjemność grać w końcu przy pełnych trybunach" – mówił po jednym ze sparingów trener reprezentacji. Polska piłka ręczna przez lata zachwyciała kibiców – srebrny medal MŚ 2007, dwa brązowe w 2009 i 2015, czwarte miejsce na Igrzyskach Olimpijskich 2016. Teraz jest czas, by ponownie zapalić tę iskrę.

Dziś – Węgry. Następnie Islandia i Włochy

Mecz z Węgrami to klucz do całego turnieju. Wygrana, lub chociaż brak przegranej, dałaby Polakom realną szansę na awans, bo kolejne mecze – z Islandią (18 stycznia) i Włochami (20 stycznia) – wydają się bardziej wyrównane. Porażka z Węgrami natomiast postawi nas pod ścianą. Każdy punkt będzie na wagę złota.

„Mając na uwadze warunki fizyczne węgierskich obrotowych, musimy szybko biegać do kontrataków, bo oni w trakcie powrotu będą trochę wolniejsi, więc to nasza szansa na łatwe bramki" – mówił jeden z kadrowiczów. To właśnie w szybkich atakach, w wykorzystaniu przewag liczebnych, w determinacji jeden-na-jeden może leżeć klucz do sukcesu.

„Skuteczność będzie nam potrzebna. Nawet bez Bence Banhidiego, Węgrzy mają wciąż bardzo dobrych obrotowych w postaci choćby Miklósa Rosty. Nie ma co patrzeć na to w kontekście ulgi. Musimy trzymać się planu" – dodał inny zawodnik.

Bo plan jest. Agresywna obrona, szybkie przejścia, zespołowa gra w ataku pozycyjnym. I – co najważniejsze – wiara. Wiara w to, że gdy piłka jest w grze, wszystko jest możliwe. Że mecz trwa 60 minut, nie 30. Że sport pisze najpiękniejsze historie wtedy, gdy nikt się ich nie spodziewa.

Polska piłka ręczna przechodzi przez trudny okres. Ale historia sportu uczy nas, że najtrudniejsze momenty często poprzedzają wielkie powroty. Być może dziś, w szwedzkiej Kristianstad, przed kamerami Eurosportu i TVP Sport, rozpocznie się ten powrót.

Bo jesteśmy Polakami. I nadzieja umiera ostatnia.

Początek meczu: dziś, 16 stycznia 2026, godzina 20:30. Kristianstad Arena, Szwecja. Polska – Węgry. Gramy.

W Eurosporcie za mikrofonami siądą panowie Michałowie - Wszołek i Świrkula, a w TVP Maciejowie - Iwański i Wojs.

PS. Jeśli szukacie najlepszych rozpisek transmisji sportowych w TV z komentatorami, jedyne słuszne miejsce to nasz partner Matchday.pl.

Fotografię, którą okrasiłem ten wywód, wykonał genialny Paweł Bejnarowicz. Szkoda, że z meczów Polaków na EURO nie zobaczymy jego niesamowitych ujęć. Jego profil na X znajdziecie TUTAJ.

Terminarz, wyniki i tabele EHF EURO 2026 znajdziecie TUTAJ.

 

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...