Dziesięć bramek przewagi z pierwszego meczu wydawało się komfortowym wynikiem, ale w słynącej z piekielnej atmosfery hali Vardaru nic nie jest przesądzone. Montpellier przekonało się o tym na własnej skórze, przeżywając 60 minut drżenia o awans do Final Four, które odbędzie się 30 i 31 maja w Hamburgu.
Vardar pokazał pazury
Macedończycy ruszyli do ataku od pierwszego gwizdka. Jaka Malus i Dmytro Horiha, którzy nie błysnęli w pierwszym spotkaniu, tym razem weszli w mecz jak burza – cztery pierwsze gole dla gospodarzy i prowadzenie 4:2 w ósmej minucie. W bramce Vardaru świetnie spisywał się Miłosz Wałach, który w pierwszych dziesięciu minutach miał 71% skuteczności (5 obron na 7 strzałów).
Montpellier miało ogromne problemy w ofensywie – zaledwie 38% skuteczności po kwadransie gry. Jedynym skutecznym zawodnikiem gości był Kylian Villeminot, bezbłędny z rzutów karnych (3/3), ale to nie wystarczało do zatrzymania rozpędzonego Vardaru. W 18. minucie tablica pokazywała już 10:6 dla gospodarzy.
Brutalna kontuzja kapitana
Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej w 20. minucie, gdy Uroš Mitrović w brutalnym, niebezpiecznym wyjściu złamał nos Valentinowi Porte. Kapitan Montpellier musiał opuścić parkiet z nosem podwójnej objętości. Serb otrzymał czerwoną kartkę, ale Francuzom trudno było to uznać za pocieszenie.
Paradoksalnie, strata lidera stała się impulsem do mobilizacji. Wejście Villeminota do rozegrania ożywiło grę Montpellier, które zdołało zmniejszyć straty do trzech bramek (14:11 w 26. minucie). Do przerwy goście przegrywali jednak 12:17 – różnica pięciu goli zaczęła niebezpiecznie topnieć przewagę z pierwszego meczu.
Desbonnet uratował awans
Początek drugiej połowy był równie dramatyczny. Malus trafił na 20:13, a Vardar pachniało sensacją. Choć gospodarze stracili trzy piłki w pięć minut, ich bramkarz Wałach nadal był murem – cztery obrony w siedem minut.
Na kwadrans przed końcem w grę Montpellier włączył się wreszcie Bryan Monte. Brazylijczyk, który w pierwszej połowie miał zaledwie 17% skuteczności, w drugiej odnalazł celownik i zaczął trafiać między słupki. Goście odzyskali oddech, wygrywając 22:18 w 47. minucie.
Prawdziwym bohaterem końcówki okazał się jednak Rémi Desbonnet. Bramkarz Montpellier przez siedem minut nie wpuszczał praktycznie nic, a w 54. minucie sam zdobył bramkę do pustej bramki (25:21). Skończył mecz z 36% skutecznością obron i praktycznie zamknął spotkanie, mimo że jego vis-à-vis Wałach miał imponujące 44%.
Końcowy wynik 27:24 (50:57 w dwumeczu) dał Montpellier awans do Final Four – po raz czwarty w historii klubu (wcześniej w 2014, 2023 i 2025 roku).
Niemcy zdominowały ćwierćfinały
Montpellier w Hamburgu zmierzy się z trzema niemieckimi zespołami – dokładnie tak samo jak rok temu. Flensburg pewnie pokonał Hanower (43:35, 82:74 w dwumeczu), Melsungen drżało do ostatniej minuty w starciu z Porto (19:23, 47:46), a Kiel musiał sięgnąć po rzuty karne, by wyeliminować chorwacki Nexe.
W ostatnim ćwierćfinale Nexe doprowadziło do dogrywki, broniąc wyniku z pierwszego meczu. Jednak w serii "siódemek" doświadczenie Niemców przeważyło – 4:2 i awans do Final Four (30:27, 60:60 w dwumeczu).
Źródło: handnews.fr
