Dla Montpellier był to mecz niemal o wszystko. W rewanżu finału ubiegłorocznej edycji Ligi Europejskiej drużyna Ericka Mathé musiała pokonać Flensburg, by zachować realne szanse na awans. Zadanie było tym trudniejsze, że trener французkiego zespołu nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Bryana Monte i Zvonimira Srny. Kluczem do sukcesu miało być powstrzymanie rozpędzonych rozgrywających gospodarzy – Simona Pytlicka, Niclasa Kirkeløkkego i Marko Grgicia.
Wyrównana pierwsza połowa
Od pierwszych minut spotkanie toczyło się punkt za punkt. Valentin Porte i Kévin Villeminot odpowiadali na trafienia Pytlicka i Kirkeløkkego, a lewoskrzydłowi Léo Plantin i Patrick Volz wymieniali się golami, utrzymując pełną równowagę (8:8 w 9. minucie). Pierwsze przełamanie przyszło w 11. minucie – dwa szybkie trafienia Rogério Moraesa dały Montpellier prowadzenie 10:8, ale Lasse Møller i Volz szybko wyrównali (10:10).
Obie drużyny postawiły na szybkie kontry i ofensywną grę, co uniemożliwiało jakiejkolwiek stronie zbudowanie większej przewagi (13:13 w 19. minucie). Po przerwie na żądanie Mathé David Balaguer przywrócił dwubramkowe prowadzenie gości (18:16), ale znakomicie dysponowany Volz – autor pięciu trafień w pierwszej połowie – oraz Kirkeløkke znów doprowadzili do remisu (18:18).
Końcówka pierwszej części należała do gospodarzy. Po udanej kontrze Volz wykorzystał dobry występ niemieckiej obrony, a Jack Thurin zmarnował okazję do wyrównania dla Montpellier. Zespoły zeszły do szatni przy minimalnym prowadzeniu Flensburga 21:20.
Buric bohaterem gospodarzy
Po zmianie stron Benjamin Buric, który świetnie wszedł w mecz pod koniec pierwszej połowy, kontynuował kapitalną dyspozycję. Wprawdzie obronił pierwsze uderzenie Porte'a, ale francuski kapitan doprowadził do remisu przy drugiej próbie (21:21). Tempo pozostało zawrotne – obie ekipy eksploatowały błyskawiczne przejścia i nie odpuszczały ani na chwilę (28:28 w 40. minucie).
Po stracie piłki przez gospodarzy Diego Simonet obsłużył Casado, który ponownie wyprowadził Montpellier na prowadzenie. Trener Flensburga Ales Pajovic poprosił o przerwę (30:29), która okazała się kluczowa. Buric zaczął mnożyć kapitalne interwencje, a Kirkeløkke zbudował największą przewagę meczu – trzy bramki dla gospodarzy (34:31 w 48. minucie).
Fatalna końcówka Francuzów
Na dziesięć minut przed końcem Erick Mathé próbował poruszyć swoich podopiecznych, ale Buric – z już 11 obroną na koncie – dalej był nie do pokonania. Simon Pytlick, stosunkowo cichy przez większość spotkania, przejął dowodzenie niemiecką ofensywą i utrzymał bezpieczną różnicę (38:35 w 55. minucie). Po kolejnej obronie Burica w pojedynku z Porte'em, Pajovic wziął przerwę, by uspokoić końcówkę.
Marko Grgić wykorzystał rzut karny wywalczony przez Johannesa Gollę i przypieczętował zwycięstwo gospodarzy 40:35. Wynik dla Montpellier jest surowy, bo zespół Mathé prezentował się solidnie przez większość meczu, ale kompletnie załamał się w ostatnim kwadransie.
Ta porażka stawia MHB w dramatycznej sytuacji. W rewanżu za tydzień podopieczni Ericka Mathé będą musieli nie tylko wygrać z Flensburgiem, ale także odrobić stratę w bezpośrednich meczach, by zachować jakiekolwiek szanse na awans w Lidze Europejskiej. Zadanie wydaje się niemal niemożliwe, ale w sporcie wszystko może się zdarzyć.
Źródło: handnews.fr

