27-letni prawy rozgrywający przeszedł naturalną ścieżkę kariery – krok po kroku, bez przeskakiwania poziomów. Jego styl gry cechuje tempo, potężny rzut z dystansu oraz szereg trików, które zawsze uważał za swoją wizytówkę.
"Myślę, że moim największym atutem jest tempo jak na mój wzrost. Uwielbiam rzucać z dystansu, ale też lubię kilka sztuczek, żeby trochę zmienić tę klasyczną, standardową grę w piłkę ręczną. To lubię robić i jakoś we mnie tkwi. Myślę, że piłce ręcznej brakuje trochę tego, czegoś co nie zawsze jest takie standardowe" – mówi Martinović.
Poproszony o opisanie swojego stylu gry jednym słowem, nie waha się: "Inteligentny". To słowo doskonale oddaje jego sposób poruszania się po boisku, gdzie nie tylko zdobywa bramki, ale także gra dla innych.
Z Wiednia na wielką scenę
Martinović dorastał w Wiedniu w chorwackiej rodzinie z rodzicami Zoranem i Dubravką, bratem Marinem i siostrami Aną oraz Kristiną. Choć Ivan i Marin zaczynali od piłki nożnej, później cała rodzina trafiła na boisko do piłki ręcznej – wpływ ojca.
To właśnie okres w Austrii, gdy grał dla HC Fivers WAT Margareten, wyznaczył Martinoviciowi drogę. W wieku zaledwie 15 lat już trenował z pierwszym zespołem.
"Od razu pokazało mi to, co naprawdę oznacza grać w seniorskiej piłce ręcznej. W każdej lidze, jeśli w wieku 15 lat udaje ci się trenować z pierwszym zespołem, to naprawdę nie jest mały krok w karierze, to jakiś znak, że jesteś dobry, że masz talent i że po prostu musisz dalej pracować, jeśli masz przed sobą wielki cel" – wyjaśnia kapitan Chorwacji.
We wczesnych latach Martinović nie był prawym rozgrywającym, ale prawoskrzydłowym. To doświadczenie pomogło mu spojrzeć na grę nieco inaczej.
"Wiem, jak to jest czekać na piłkę jako skrzydłowy, więc uwielbiam podawać na skrzydło, bo wiem, że nie jest łatwo tylko biegać w górę i w dół bez dostania piłki. Myślę, że skrzydłowi są zadowoleni z moich asyst" – dodaje.
Pozytywność i nauka, kiedy się zatrzymać
W wieku 20 lat zamienił rodzinny Wiedeń na VfL Gummersbach i spędził osiem lat w Bundeslidze, grając później dla TSV Hannover-Burgdorf, MT Melsungen i Rhein-Neckar Löwen. To liga, która zepchnęła go do granic możliwości, ale także rozwinęła nie tylko technicznie.
"Najbardziej nauczyłem się nie spieszyć niepotrzebnie, wiedzieć, kiedy się zatrzymać. Jestem bardzo podekscytowany, gdy wszystko idzie dobrze, obrona działa, wszystko płynie. Więc zachować zimną krew w tych momentach i się nie zagubić – w tym poprawiłem się najbardziej" – przyznaje.
Latem 2025 roku przeniósł się do Veszprému, podejmując nowe wyzwanie i marząc o wielkich rzeczach w Machineseeker EHF Lidze Mistrzów – jego pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pod okiem Xaviego Pascuala rozwój trwa w innym kierunku.
"Od kiedy przybyłem, nauczyłem się bardzo wiele. Mogę teraz powiedzieć, że zwracam więcej uwagi na inne pozycje. Do niedawna głównie obserwowałem rozgrywającego i prawe skrzydło, co było tuż obok mnie, ale teraz naprawdę śledzę ruch lewego rozgrywającego, obrotowego, lewego skrzydła też. Ten szerszy obraz gry – powiedziałbym, że w tym poprawiłem się najbardziej w tym sezonie" – dodaje Martinović.
Jeśli chodzi o obronę, mówi o tym z tą samą szczerością. Gra w obronie w Veszprémie i ma zaufanie trenera. W reprezentacji wykorzystywany jest bardziej taktycznie, grając głównie w ataku.
"W Veszprémie gram w obronie i mam wielkie zaufanie od trenera. Jeśli chodzi o reprezentację, myślę, że trener Dagur (Sigurdsson) robi to taktycznie. Wiem, że jest wiele meczów, w których nie gram zbyt dużo w obronie, ale to zdecydowanie obszar, w którym wciąż muszę się poprawić" – tłumaczy.
Ale jeśli zapytać go, którą część gry lubi najbardziej – zdobywanie bramek, asystowanie czy obrona – odpowiedź wiele mówi o tym, kim jest.
"Najbardziej ze wszystkiego uwielbiam wspólne wygrywanie. To dla mnie prawdziwy dreszczyk emocji. Najbardziej cieszę się jako zespół, zwłaszcza gdy wiąże się to z medalem lub tytułem. Nie sądzę, żeby było lepsze uczucie niż wspólne świętowanie w szatni, wiedząc, jak ciężko trenowałeś, ile za tobą, i że naprawdę na to zasłużyłeś" – wyjaśnia Martinović.
Chorwacka gwiazda przeniosła tę pozytywność w swoje cele i marzenia, wiedząc dokładnie, jaką ścieżką chce podążać i co chce osiągnąć, z rodziną i żoną Miriam jako największymi wsparciem.
"Chcę pomóc Veszprémowi wygrać Ligę Mistrzów. A moim największym celem jest złoty medal na igrzyskach olimpij
Źródło: eurohandball.com
