Powrót na wielką scenę
Gdy obserwuje się Manuela Zehndera podczas mistrzostw Europy, trudno uwierzyć, jak blisko był momentu, w którym jego kariera mogła się zakończyć. Tempo gry na miejscu, pewność siebie, a przede wszystkim – radość z każdego zagranego meczu. Wszystko to wraca do normy.
– Czuję się naprawdę dobrze – mówi w rozmowie przeprowadzonej w hotelu reprezentacji w Malmö. – Jestem po prostu bardzo szczęśliwy, że mogę znów grać w piłkę ręczną. Sama możliwość występowania i grania jest fantastyczna. Oczywiście mistrzostwa Europy to jedna z największych scen, więc to dodaje temu wszystkiemu wyjątkowego charakteru.
Dla Zehndera piłka ręczna zawsze była czymś więcej niż zawodem. Podczas długich miesięcy rehabilitacji stało się to jeszcze bardziej oczywiste.
– To dla mnie wszystko. Po mojej rodzinie piłka ręczna jest największą częścią mojego życia – wyznaje szczerze.
EM nie było w planach
Gdy doszło do kontuzji kolana, udział w mistrzostwach Europy w ogóle nie wchodził w grę. Skupienie koncentrowało się na przetrwaniu, rehabilitacji i podejmowaniu kolejnych małych kroków.
– Na początku to nigdy nie było w planach. Nigdy nie mówiłem sobie, że muszę zagrać na mistrzostwach. Skupiałem się wyłącznie na rehabilitacji i powtarzałem sobie: jeśli w grudniu poczuję się na sto procent, to spróbuję – wspomina Zehnder.
Mimo takiego nastawienia wątpliwości były nieuniknione.
– Oczywiście były wątpliwości – przyznaje otwarcie.
Powaga kontuzji była jasna od pierwszej chwili.
– Od razu – odpowiada, gdy pada pytanie o moment, w którym zdał sobie sprawę z długiej rehabilitacji. – Nigdy wcześniej nie czułem takiego bólu na parkiecie. Od razu wiedziałem, że to coś poważnego.
Małe kroki prowadzące do wielkiego powrotu
Kolejne tygodnie były testem zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Jednak zamiast pogrążać się w frustracji, Zehnder znalazł wsparcie w strukturze i systematyczności.
– Myślę, że ogólnie radziłem sobie dobrze. Pierwsze dni były trudne emocjonalnie, ale dość szybko przestawiłem się na właściwy tor. Miałem dobry plan rehabilitacji i to bardzo pomogło.
Po drodze pojawiały się kluczowe momenty, w których wiara w powrót stopniowo wracała. Nie były to dramatyczne przełomy, raczej małe dowody na to, że ciało i umiejętności wracają do normy.
– Pierwszym wielkim krokiem był mój pierwszy trening sześć na sześć z Magdeburgiem. Wtedy pomyślałem: może jednak wciąż mogę grać w piłkę ręczną.
Kolejny krok został wykonany na największej możliwej scenie.
– A potem oczywiście mecze w styczniu. Pierwszy mecz na mistrzostwach Europy był kolejnym wielkim krokiem.
Sto procent albo nic
Najbardziej uderzające jest nie tylko to, że Zehnder wrócił, ale jak wrócił. Wygląda na pewnego siebie, zdecydowanego i spokojnego – a to było jego własnym wymogiem podczas całego procesu.
– Zawsze mówiłem sobie, że jeśli wrócę, to chcę grać na sto procent. Nigdy na osiemdziesiąt procent. Teraz znów czuję się na sto procent, zarówno jeśli chodzi o kolano, jak i moje umiejętności.
Nigdy nie chodziło o to, by wrócić tylko po to, by uczestniczyć.
– Po prostu mówiłem sobie: graj w piłkę ręczną, bo to kochasz.
Oczywiście kontuzja na początku zostawiła swój ślad. Niektóre sytuacje wymagały cierpliwości i mentalnej pracy, zanim pełne zaufanie do ciała wróciło.
– Na początku, podczas pierwszych treningów sześć na sześć i pierwszych meczów, może cofałem się o krok w sytuacjach jeden na jeden. Ale teraz czuję, że wróciłem tam również na sto procent.
Największa praca odbyła się w głowie
Najtrudniejsza część całego procesu, jak przyznaje, rozgrywała się w jego umyśle.
– Oczywiście intensywnie pracowałem mentalnie – nad tym, jak chcę reagować w meczach. Ale teraz pewność siebie wróciła do stu procent.
Przejście przez tak długą i niepewną rehabilitację zmieniło również jego perspektywę. Jest teraz więcej wdzięczności – i więcej głodu gry.
– Nie jest łatwo wrócić po takiej kontuzji. Zawsze mówiłem sobie: daj z siebie sto procent, może zadziała, a może nie.
Tym razem zadziałało. Prawie rok przerwy od gry na najwyższym poziomie dał też przestrzeń do refleksji – nie tylko nad piłką ręczną, ale nad życiem w ogóle.
– Nauczyłem się bardzo wiele. Miałem prawie cały rok, by zastanowić się, kim jestem i kim chcę być – zarówno jako osoba, jak i jako zawodnik.
Efektem jest zawodnik, który nie tylko wygląda na w pełni zregenerowanego, ale również bardziej dojrzałego.
– Zrobiłem kilka wielkich kroków w moim życiu – podsumowuje.
Źródło: handbollskanalen.se

