Początek spotkania w Düsseldorfie był dla gości koszmarem. Niecelne rzuty, niedokładne podania – minęło niemal siedem minut, zanim SC Magdeburg w ogóle zdołał wpisać się na listę strzelców. Wreszcie Omar Ingi Magnusson trafił z karnego, ustalając wynik na 1:2. W 12. minucie Islandczyk ponownie pokonał bramkarza gospodarzy z rzutu karnego, wyrównując na 3:3.
Mecz jednak dalej nie układał się po myśli faworyta. Beniaminek cierpliwie rozgrywał swoje akcje i stopniowo budował przewagę (4:7 w 19. minucie). Magdeburg tymczasem rozbijał się o fizyczną obronę rywali i nie mógł znaleźć swojego rytmu. Trener Wiegert zdecydował się na przerwę na żądanie i dokonał zmian w składzie, co przyniosło oczekiwany efekt. Gisli Kristjansson zmniejszył straty do jednego gola (9:10 w 25. minucie), Matthias Musche wyrównał (10:10 w 27. minucie), a Magnusson dał SCM pierwsze prowadzenie w tym meczu (11:10 w 29. minucie).
Po zmianie stron do gry w bramce Magdeburga włączył się Sergey Hernandez. Felix Claar powiększył przewagę gości (14:12 w 34. minucie), a Hernandez przy dwukrotnej przewadze liczebnej obronił rzut, pozwalając zespołowi na odskok na trzy bramki (16:13 w 37. minucie).
Spotkanie jednak wcale nie było rozstrzygnięte. Bergischer HC, wspierany przez dopingującą wyprzedaną halę, walczył z ogromnym zaangażowaniem fizycznym i niedługo potem doprowadził do wyrównania (21:21 w 49. minucie). W 53. minucie gospodarze tracili już tylko bramkę – 22:23.
W nerwowej końcówce lepiej z presją poradzili sobie mistrzowie Niemiec. Kluczową rolę ponownie odegrał Felix Claar, który przebijał się przez obronę rywali. SC Magdeburg utrzymał minimalną przewagę, zdobył dwa punkty i może w dobrych nastrojach udać się na przerwę reprezentacyjną.
Źródło: daikin-hbl.de

