Obiecujący początek, potem koszmarne dziesięć minut
Początek meczu zapowiadał się całkiem przyzwoicie dla gospodarzy. Co prawda Niels Versteijnen otworzył wynik dla gości, ale Jannik Kohlbacher szybko odpowiedział wyrównaniem na 1:1. Chwilę później, po nieudanym rzucie Bobby'ego Schagena, Lukas Sandell dał Lwom prowadzenie. To była jednak ostatnia dobra wiadomość dla kibiców w żółtych koszulkach przez długi czas.
Maik Machulla przed meczem ostrzegał swoich zawodników przed cierpliwym i przemyślanym atakiem Lemgo – i jego obawy okazały się uzasadnione. Goście grali spokojnie, skutecznie, a gospodarze sami popełniali masę błędów. Przez ponad dziesięć minut zespół z Mannheim nie potrafił zdobyć bramki. W 14. minucie było już 2:8 dla przyjezdnych.
Sandell i Späth rozpoczynają odrabianie strat
Suszę bramkową przerwał wreszcie Dani Baijens, który czystą siłą woli przedarł się do bramki Constantina Möstla. To był impuls do rozpoczęcia długiego marszu powrotnego. Kluczową rolę odegrał Lukas Sandell – szwedzki rozgrywający był w tym meczu nie do zatrzymania. W pierwszej połowie zdobył pięć bramek, w drugiej dołożył osiem kolejnych.
W 21. minucie Löwen zmniejszyli straty już tylko do trzech trafień (9:12). Chwilę później David Späth dorzucił swoje trzy grosze, broniąc rzut karny – drugi w tym meczu – a następnie także dobitki. Publiczność w SAP Arena oszalała. Do przerwy było jednak nadal 13:17 dla gości.
Druga połowa to prawdziwe show
Po powrocie z szatni atmosfera w hali osiągnęła punkt wrzenia. Kibice i zawodnicy stali się jedną całością, a energia na trybunach napędzała drużynę na parkiecie. Löwen od razu odrobili dwa gole i nie zamierzali się zatrzymywać.
Bramka za bramką gospodarze deptali po piętach rywalom. W 40. minucie Mathias Larson zatańczył z obroną i zdobył gola na 18:20, a chwilę później Sebastian Heymann po kontrataku zmniejszył dystans do 19:20. Lwia moc powróciła!
Choć Versteijnen, najlepszy strzelec gości, znów wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie, odpowiedzią był spektakularny moment – David Späth sam zdobył bramkę do pustej bramki, a następnie... obronił próbę odpowiedzi Lemgo! Żadnych wątpliwości – punkty zostają w Mannheim!
Finałowy szturm i tryumf po zaciętej walce
Löwen nie zostawili na parkiecie suchej nitki. Grali nawet systemem siedmiu na sześciu, ryzykując wszystko. W 57. minucie stało się – trafienie Dani Baijensa dało gospodarzom pierwsze prowadzenie od 2:1 w początkowych minutach meczu. W SAP Arena nikt już nie siedział na miejscach.
Teraz trzeba było tylko utrzymać przewagę. Tim Nothdurft ukoronował szalony comeack, ustalając wynik na 32:30 tuż przed końcową syreną. Kibice nagrodzili swoich ulubieńców gromkim aplauzem, celebrując walkę i odrabianie strat w stylu, jakiego w Mannheim nie widziano od dawna.
Źródło: daikin-hbl.de

