Islandczycy po raz pierwszy od 2010 roku awansowali do półfinału mistrzostw Europy. Podstawowe statystyki wydajności jasno pokazują przyczynę sukcesu – ekipa z wyspy prezentuje bardzo dobrą grę w ataku.
Najlepszym sposobem określenia jakości zespołu w ofensywie i defensywie jest skorygowanie liczby bramek zdobytych i straconych do 50 posiadań. Jest to znacznie bardziej miarodajne niż surowa liczba goli, ponieważ uwzględnia tempo gry – zarówno samego zespołu, jak i jego rywali.
Islandia w czołówce, ale Dania lepsza
Po dostosowaniu statystyk do siły rywali Islandia zajmuje drugie miejsce z 32 bramkami na 50 posiadań. Lepsza jest tylko Dania – 33,5 gola. To zapowiada ofensywne widowisko w półfinale.
W defensywie Islandczycy plasują się na 10. miejscu wśród wszystkich zespołówturnieju (27,2 straconej bramki na 50 posiadań po dostosowaniu). To wynik nieco lepszy od średniej, ale wyraźnie gorszy niż Danii, która jest druga z wynikiem 25,9. Liczby podkreślają, że Islandia jest outsiderem w starciu z mistrzami świata i olimpijskimi.
Jakość rzutów kluczem do sukcesu
Podstawą wysokich statystyk ofensywnych Islandii jest dbałość o piłkę. Po dostosowaniu do 50 posiadań tracą ją 7,2 razy – czwarty najlepszy wynik w turnieju. To nie jest oczywiste przy ich stylu gry.
Wraz z Danią Islandia jest jedynym zespołem, który znajduje się w czołowej czwórce zarówno pod względem strat, jak i skuteczności rzutów. Z 69,3 proc. trafionych prób zajmują trzecie miejsce, za Słowenią (70,6 proc.) i oczywiście Danią (71,9 proc.).
Dane z dokładną lokalizacją każdego rzutu pokazują, że spośród wszystkich zespołów fazy głównej Islandia strzela z najkrótszego średniego dystansu w grze pozycyjnej – zaledwie sześć metrów. Dodatkowo tylko 7,7 proc. ich rzutów z gry padło z odległości powyżej 8,5 metra – również najlepszy wynik wśród drużyn głównej rundy.
Rozgrywający w światowej czołówce
Szczegółową analizę umożliwiają wskaźniki Expected Goals (xG) – czyli średnia wartość szansy na zdobycie bramki, obliczana na podstawie tysięcy rzutów z przeszłości, z uwzględnieniem dystansu, kąta, pozycji bramkarza czy typu strzału.
Średnia wartość xG pokazuje, czy zespół wykonuje rzuty wysokiej jakości. Islandia jest tu najlepsza spośród zespołów fazy głównej – 68,1 proc. Lepsze były tylko Wyspy Owcze z 68,6 proc., dzięki stałemu graniu siedmiu na sześciu w ataku pozycyjnym.
Wyróżniają się tutaj islandzcy rozgrywający. Spośród wszystkich 51 graczy linii, którzy wykonali co najmniej 25 rzutów (bez karnych), aż czterech Islandczyków mieści się w czołowej trzynastce skuteczności: Janus Daði Smárason (74,1 proc.), Viggó Kristjánsson (68,0 proc.), Ómar Ingi Magnússon (65,5 proc.) i Gísli Kristjánsson (65,0 proc.). Jedynym innym zespołem z więcej niż jednym zawodnikiem w top 13 jest Dania – z Mathiasem Gidselem (73,0 proc.) i Simonem Pytlickiem (72,9 proc.).
Jednocześnie wszyscy czterej Islandczycy znajdują się również w czołowej jedenastce pod względem jakości pozycji rzutowych. Ich dobre procenty skuteczności wynikają więc z tego, że regularnie potrafią wypracować bardzo dobre sytuacje strzeleckie.
Jednak wykończenie – czyli realizacja w stosunku do xG – pokazuje, dlaczego nie udało się zdobyć tytułu najlepszego ataku w turnieju. O ile wszystkie dobre zespoły wyraźnie przewyższają swoje xG, Islandia zajmuje dopiero 11. miejsce ogólnie i 10. wśród 12 drużyn fazy głównej, z wynikiem zaledwie 1,7 proc. więcej bramek niż oczekiwano. Niewielka poprawa w tym elemencie uczyniłaby z nich najlepszą ofensywę w turnieju.
Skok jakościowy w porównaniu z 2024 rokiem
Podczas Mistrzostw Europy 2024 skorygowana wydajność ofensywna Islandii wynosiła zaledwie 27,2 bramki na 50 posiadań. Poprawa o 4,8 gola w ciągu dwóch lat jest największa spośród wszystkich reprezentacji.
Wszystkie ich statystyki ofensywne były gorsze w 2024 roku. Na 50 posiadań mieli o 2,3 straty więcej i skuteczność niższą o 9,8 punktu procentowego.
W 2024 roku strzelali ze średniego dystansu 6,6 metra w grze pozycyjnej, a udział rzutów z ponad 8,5 metra wynosił 19,3 proc. Jakość pozycji rzutowych była już wtedy dobra (65,3 proc.), ale nie na tegorocznym poziomie.
Dużym problemem było wykończenie – w 2024 roku zdobyli 8,9 proc. mniej bramek niż oczekiwano, co było drugim najgorszym wynikiem wśród zespołów fazy głównej. Choć w klasyfikacji nie awansowali tu znacząco, to poprawa o 10,6 punktu procentowego jest ogromnym osiągnięciem, które podniosło ich na nowy poziom.
Trener Snorri Steinn Guðjónsson najwyraźniej znalazł sposób, by uwolnić ofensywny potencjał swojego zespołu. Będ
Źródło: eurohandball.com

