Goście z Lemgo musieli w tym meczu obejść się bez Urha Kastelica, który niedawno przeszedł operację ręki. Jego miejsce w kadrze zajął Linus Borreck.
Trudny początek i remontada w pierwszej połowie
Początek spotkania był dla TBV koszmarem – pierwsze trafienie padło dopiero w piątej minucie z ręki Joela Willeckego (1:2). Gospodarze świetnie czytali intencje atakujących gości i skutecznie zamykali przestrzenie. Samuel Zehnder zdołał jednak pokonać obronę TVB trudnym rzutem z ostrego kąta (7., 2:3).
Z minuty na minutę inicjatywę przejmował kapitan Tim Suton, który odważnie wchodził w kontakt z obrońcami. Gdy w 14. minucie Constantin Möstl popisał się kapitaną podwójną interwencją (5:5), a Zehnder błyskawicznie wykorzystał kontrę na 6:5, wydawało się, że Lemgo przejęło kontrolę. Mimo przewagi w skuteczności bramkarza (4:0 w obronach), goście nie potrafili jej wykorzystać – proste błędy pozwoliły Stuttgartowi wrócić do gry.
Szczególnie wielkim problemem okazał się wysoki Lenny Rubin, który czwartym trafieniem dał gospodarzom dwubramkowe prowadzenie (27., 12:14). To on również tuż przed przerwą wykonał bezpośredni rzut wolny, ustalając wynik pierwszej połowy na 16:14 dla TVB.
Stuttgart odskakuje, Lemgo nie poddaje się
Trener Florian Kehrmann na drugą część wprowadził nowego bramkarza, ale początek był katastrofalny. Simone Mengon podwyższył na 18:15 (32.), a dodatkowo Suton otrzymał dwuminutową karę. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza – po stracie Hendrika Wagnera ponownie skuteczny był Rubin, który w 36. minucie wyprowadził TVB na wyraźne prowadzenie 21:16.
Lemgo rzuciło się do desperackiej pogoni. Podwójne trafienie zmniejszyło straty do 18:21 (37.), ale wtedy do akcji włączył się bramkarz gospodarzy Mateusz Kornecki. W ciągu zaledwie dziewięciu minut zanotował pięć obron, co pozwoliło Stuttgartowi znów odskoczyć na pięć bramek (39., 23:18). Gospodarze grali niezwykle skutecznie, wykorzystując aż 82 procent swoich okazji.
Dramatyczna końcówka i bohaterstwo Zehndera
TBV nie odpuszczało jednak ani na chwilę. W 49. minucie Lemgo zmniejszyło dystans do 25:27, ale Stuttgart bezlitośnie wykorzystywało każdą lukę w obronie rywali, ponownie odsuwając się na bezpieczną odległość (52., 29:25).
Czas uciekał, a goście potrzebowali perfekcyjnej końcówki. Trzy minuty przed końcem świetna parada Möstla została jednak zmarnowana – piłka mimo desperackiej próby Frederika Simaka wróciła do Stuttgarta, a Jakob Nigg za drugim podejściem zachował zimną krew (57., 32:29).
W ostatnich minutach defensywa Lemgo zagrała jak mur – nie pozwoliła na ani jedno trafienie. Osiem sekund przed syreną, przy stanie 31:32, TBV wywalczyło rzut karny. Zehnder nie zawiódł w tej presji i wyrównał na 32:32. Stuttgart zdążył jeszcze oddać rzut, ale piłka przekroczyła linię bramkową już po ostatnim gwizdku. Najlepszym strzelcem gości był właśnie Zehnder z dziewięcioma trafieniami.
Walka o czołówkę trwa
Dzięki remisowi TBV Lemgo ma na koncie 35 punktów (przy 17 stratnych) i utrzymuje kontakt z czołówką tabeli – THW Kiel ma 36 punktów (16 straconych), a VfL Gummersbach 37 (13 straconych).
Kolejne spotkanie Lemgo rozegra już w najbliższą sobotę (4 kwietnia, godz. 19:00) u siebie przeciwko MT Melsungen. Na to starcie pozostały już tylko nieliczne bilety na miejsca stojące.
Trener podsumowuje thriller
Florian Kehrmann nie krył zadowolenia: „To był dokładnie taki intensywny bój, jakiego się spodziewaliśmy. Całkiem nieźle weszliśmy w mecz, ale z przodu nie potrafiliśmy konsekwentnie znajdować dobrych rozwiązań. Własnymi błędami oddaliśmy TVB kontrolę. Tuż po przerwie sytuacja minus trzy postawiła nas w trudnej pozycji, a po 35 minutach groziło nam kompletne rozbicie. Ale zespół wciąż się nie poddawał i wracał na uderzeniowy dystans. Na koniec to była niewiarygodna praca energetyczna, która dała nam ten punkt. W obronie stanęliśmy murem, karaliśmy każdy błąd Stuttgarta i bardzo cool rozegraliśmy grę siedmiu na sześciu. Gdzieś tam ten punkt jest może zasłużony, ale z pewnością też trochę szczęśliwy."
Źródło: daikin-hbl.de
