Gospodarze rozpoczęli sezon w świetnym stylu. To Tomasz Gębala otworzył swój osobisty dorobek strzelecki pierwszą bramką kampanii, a zespół prowadzony przez Patryka Rombla po niecałych trzech minutach cieszył się z prowadzenia 4:1. Podopieczni gdańskiego szkoleniowca kontrolowali początkowo przebieg wydarzeń na parkiecie, utrzymując komfortową przewagę.
Jednak goście stopniowo odnajdywali swoją grę. Kluczem do ich odrabiania strat okazała się skuteczna współpraca z ukraińskim obrotowym Dmytro Ilczenką, a Filip Fąfara pewnie realizował "siódemki". W 13. minucie różnica stopniała do minimum, po chwili ujrzeliśmy remis 8:8, a następnie ekipa z Mazowsza po raz pierwszy wyszła na prowadzenie - 10:9.
Pierwsza połowa zakończona po równo
Do przerwy żadnemu z zespołów nie udało się zbudować solidniejszej przewagi. Wybrzeże systematycznie gonił wynik, a cenne trafienia - w tym z rzutów karnych - notował Mikołaj Czapliński. W 24. minucie gdańszczanie mieli okazję do wyjścia na prowadzenie, ale ich kontratak w wykonaniu Filipa Michałowicza został zatrzymany przez Zurabiego Tsintadze. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 17:17. Wiktor Tomczak wprawdzie posłał jeszcze piłkę do siatki, jednak sędzia nie uznał trafienia - rzut został oddany po brzęczku kończącym pierwszą odsłonę.
Zembrzycki z bramką przez całe boisko
Po wznowieniu gry między słupkami Wybrzeża stanął Mateusz Zembrzycki i od razu zapisał się w protokole meczowym w niecodzienny dla golkipera sposób. Po udanej interwencji wykorzystał pustą bramkę rywali i precyzyjnym rzutem przez całe boisko wyprowadził swoich na prowadzenie 19:18. Kilka chwil później przewaga gospodarzy urosła do trzech trafień. Najpierw szybką akcję wykończył Gębala, a następnie do siatki trafił debiutujący w oficjalnym meczu w koszulce gdańskiego klubu Lukas Morkovský. W 36. minucie tablica wyników pokazywała 23:20.
Odpowiedź gości była natychmiastowa i skuteczna. Trzy kolejne bramki sprawiły, że już po trzech minutach było znów po równo. Od tego momentu obserwowaliśmy fascynującą wymianę ciosów, a prowadzenie zmieniało właściciela jak w kalejdoskopie. Na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem Czapliński trafił po raz dziewiąty i Wybrzeże prowadziło 29:28, ale kolejne minuty należały do ekipy z Legionowa.
Decydujące minuty dla gości
Końcówka przyniosła prawdziwe szaleństwo emocji. Przy wyniku 31:31 Zepter KPR zdobył trzy bramki z rzędu i niespełna 130 sekund przed końcem miał na koncie trzybramkową zaliczkę. Gdańszczanie nie poddali się - trafienia Lukasa Morkovský'ego i Filipa Michałowicza dały jeszcze nadzieję, redukując stratę do jednego gola.
Na 45 sekund przed syreną, przy stanie 33:34, time-out poprosił szkoleniowiec gości Tomasz Strząbała. Po wznowieniu gry piłka pozostała w posiadaniu Legionowa aż do końcowego gwizdka. Tym samym pierwsze punkty w nowym sezonie powędrowały na Mazowsze.
PGE Wybrzeże Gdańsk - Zepter KPR Legionowo 33:34 (17:17)
PGE Wybrzeże: Poźniak, Zembrzycki - Czapliński 9, Morkovsky 7, Michałowicz 5, Gębala 5, Stępień 4, Zmavc 1, Thorvaldsson 1 oraz Pepliński, Czertowicz, Tomczak, Walczak.
Rzuty karne: 5/5. Kary: 8 minut.
Zepter KPR: Tsintsadze, Liljestrand - Ilczenko 6, Fąfara 6, Matuszak 6, Pinda 5, Słupski 5, Wołowiec 2, Ciok 1, Drozdalski 1, Petryczenko 1, Wiaderny 1, Jagielski, Stawicki, Antolak.
Rzuty karne: 6/6. Kary: 10 minut.
Źródło: orlen-superliga.pl





