Od pierwszego gwizdka było jasne, kto rządzi na parkiecie. Legionowianie błyskawicznie wyszli na prowadzenie 4:1, prezentując ofensywną piłkę ręczną i znakomitą grę w defensywie. Między słupkami rządził Zurabi Tsintsadze, który od samego początku popisywał się spektakularnymi paradami.
Świetny start gospodarzy
W dziesiątej minucie sędzia ukarał Ignacego Jaworskiego dwuminutowym zawieszeniem, co pozwoliło gościom na wykorzystanie przewagi liczebnej. Mateusz Kosmala pewnie egzekwował rzut karny, jeszcze bardziej oddalając Puławy od legionowian. Zespół z Lubelszczyzny wyraźnie męczył się w ofensywie, nie potrafiąc przełamać zorganizowanej obrony rywali.
Jednak w środkowej fazie pierwszej połowy goście znaleźli swój rytm. Dmytro Artemenko i Antolak skutecznymi trafieniami zredukowali dystans do zaledwie jednej bramki – na tablicy widniał wynik 14:13. To był najbliższy moment, w którym puławianie zbliżyli się do wyrównania.
Gospodarze jednak nie dali się zaskoczyć. Zakończenie pierwszych trzydziestu minut należało do KPR-u, który ponownie odjechał rywalom. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 18:14 dla legionowian, a w ostatniej akcji Casper Liljestrand obronił rzut karny, podtrzymując dobrą passę swojego zespołu.
Druga połowa bez historii
Po wznowieniu gry Zepter KPR przycisnął pedał gazu do dechy. Trzy bramki z rzędu na starcie drugiej odsłony rozbiły resztki nadziei zespołu z Puław. Choć goście podejmowali próby odrobienia strat, gospodarze mieli wszystko pod kontrolą.
W trzydziestej siódmej minucie kibice zobaczyli niecodzienną scenę – bramkarz Tsintsadze przechwycił piłkę, ruszył w kontrę i... sam pokonał golkipera rywali! Taka akcja zelektryzowała wypełnioną Arenę Legionowo i pokazała całkowitą dominację gospodarzy.
Wołowiec terminatorem, Puławy bezradne
Kolejne minuty to pokaz skuteczności Krystiana Wołowca, który meczył obronę gości precyzyjnymi rzutami. W czterdziestej czwartej minucie różnica urosła już do dziesięciu trafień (28:18), a spotkanie definitywnie straciło dramaturgię.
Końcówka meczu to jedynie administrowanie wynikiem przez legionowian. KS LOTTO-Puławy zdołał nieznacznie poprawić statystyki, ale było to tylko kosmetyczne podreperowanie wyniku. Ostatecznie tablica wyników zatrzymała się na 36:26.
Wybór MVP nie budził wątpliwości – trofeum powędrował do Zurabiego Tsintsadze, który swoimi paradami, a także efektownym golem, stał się symbolem tej pewnej wygranej gospodarzy w grupie spadkowej ORLEN Superligi.
Źródło: orlen-superliga.pl
