Choć stawka sportowa była znana - gospodarze i tak skończą sezon na dziewiątej pozycji, a goście na dziesiątej - obie ekipy postawiły na ambitną grę. Początek należał do legionowian, którzy szybko objęli dwubramkowe prowadzenie, ale ekipa z Opola nie zamierzała odpuszczać i w 7. minucie wynik pokazywał zaledwie 3:2 dla KPR.
Kosmala dyrygentem pierwszej połowy
Moment osłabienia gości po dwuminutowej karze dla Mykoli Protsiuka nie przyniósł jednak przełomu. Przez kolejne minuty oglądaliśmy wyrównaną walkę, dopiero w 15. minucie Mateusz Kosmala trafił z karnego i dał gospodarzom nieco więcej swobody - 6:4. To był jednak dopiero początek budowania przewagi przez drużynę ze stolicy.
KPR stopniowo przejmował inicjatywę, a w 21. minucie tablica wyników pokazywała już 10:7. Mecz toczył się w szybkim tempie, obie obrony prezentowały się solidnie, a pojedynek miał zdecydowanie fizyczny charakter. Strząbała zdecydował się na przerwę w 25. minucie, co przyniosło efekt - jego zawodnicy powiększyli dystans do czterech trafień. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 13:9 po kolejnym celnym rzucie karnym Kosmali.
Siedem bramek przewagi i kłopoty w końcówce
Drugą połowę gospodarze rozpoczęli bardzo pewnie. W 35. minucie prowadzili już 17:11, ale Gwardia nie powiedziała ostatniego słowa. Zmiana ustawienia defensywy na 4:2 przez szkoleniowca gości chwilowo zatrzymała rozpędzone Legionowo. Strząbała znów sięgnął po przerwę, która uporządkowała grę jego podopiecznych.
Serhij Petryczenko w 38. minucie podwyższył na 20:13, dając KPR siedmiobramkową cushion. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty - Opole miało problemy w ataku, popełniało błędy, a dodatkowo osłabienia po wykluczeniach tylko pogarszały sytuację.
Końcówka przyniosła jednak sporo nerwów. Goście stopniowo odrabiali straty i w 45. minucie byli już tylko cztery bramki z tyłu (22:18). Kilka minut przed końcem różnica stopniała do trzech, a potem nawet do dwóch trafień (25:23). Sytuacja skomplikowała się dla gospodarzy - Petryczenko nabawił się kontuzji, a Maj Jelen zobaczył czerwoną kartkę, co osłabiło defensywę zespołu ze stolicy.
Słupski przypieczętował sukces
Mimo zamieszania w szeregach KPR, legionowianie utrzymali zimną krew. W 59. minucie Michał Słupski ustalił wynik na 28:24, dając kibicom w Arenie Legionowo powód do zadowolenia. Gospodarze pożegnali się z sezonem zwycięstwem przed własną publicznością, zachowując niepokonaną serię w grupie spadkowej. Gwardia Opole mimo walecznej postawy, zwłaszcza w końcówce, musiała uznać wyższość rywala.
Źródło: orlen-superliga.pl





