Dla Kungälv nie było innego wyjścia
Stawka sobotniego meczu była krystalicznie jasna. Kungälv musiał wygrać znacznie bardziej niż Aranäs potrzebował punktów. Goście przed meczem zajmowali 11. miejsce z sześcioma punktami na koncie i bilansem bramkowym minus 65. Kungälv plasował się miejsce niżej - na 12. pozycji - z zaledwie pięcioma punktami i dramatycznym bilansem minus 132 bramek.
Dla przyjezdnych nawet punkt byłby wystarczający, by zachować bezpieczną przewagę nad Kungälv. Gospodarze mogli jednak liczyć na coś innego - bogate doświadczenie w meczach rozgrywanych pod ogromną presją, z nożem na gardle.
Fatalny początek, ale wielki powrót
Start drużyny prowadzonej przez Johana Peterssona nie napawał optymizmem. Po niespełna 13 minutach Kungälv przegrywał 3:7. Pierwsza połowa okazała się jednak prawdziwą kolejką górską. Gospodarze znakomicie odrobili straty, najpierw doprowadzili do wyrównania, a następnie wyszli na prowadzenie. Line Stenberg, jedna z liderek zespołu, trafiła na 9:8, zmuszając Aranäs do wzięcia czasu.
Goście zdołali jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę przed przerwą i schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem 15:14.
Dramat do ostatnich minut
Po zmianie stron obie drużyny na zmianę przejmowały prowadzenie. Napięcie rosło z każdą minutą. Na pięć minut przed końcem było 25:25 - wszystko wciąż pozostawało otwarte.
Rozstrzygnięcie przyszło jednak w końcówce. Kristina Zubonja, największa gwiazda Kungälv, trafiła na 27:25 na półtorej minuty przed końcowym gwizdkiem. To właśnie jej bramka okazała się kluczowa. Kungälv wygrał ostatecznie 28:26 i wyprzedził Aranäs w tabeli, gdy do końca sezonu pozostało już tylko kilka kolejek. Teraz to goście znaleźli się w znacznie gorszej sytuacji w walce o utrzymanie.
Źródło: handbollskanalen.se

