"Gislason już wcześniej nie zawsze dobrze prowadził drużynę z ławki, ale jego występ przeciwko Serbii przebija wszystko" – nie przebierał w słowach Mimi Kraus w rozmowie z handball-world. "Zdaję sobie sprawę, że krytykowanie selekcjonera w trakcie turnieju może wydawać się niestosowne i bardzo ostre. Ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć wprost, jak jest! Zwłaszcza że przed nami mistrzostwa świata 2027 – prawdopodobnie najważniejszy turniej dla niemieckiej piłki ręcznej od dwudziestu lat."
Seria niezrozumiałych decyzji
Kraus szczegółowo wyłożył, co poszło nie tak w prowadzeniu spotkania przez Islandczyka. "Powołanie kontuzjowanego Rune Dahmke zamiast Langhoffa – jedynego obrońcy w kadrze, który gra w defensywie na poziomie Ligi Mistrzów – jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Poza tym w środku bloku w ogóle nie było rotacji. Golla nie gra wielkiej roli, a mimo to przeprowadza cały mecz. Dlaczego?"
Były reprezentant nie mógł zrozumieć również innej decyzji. "Alfred wpuszcza Kohlbachera i Grgica 20 minut przed końcem, by po zaledwie trzech atakach zdjąć ich z powrotem z parkietu. To nie ma sensu!"
Knorr na ławce i nieudolna przerwa
"Juri Knorr rozegrał dobry mecz, a w drugiej połowie praktycznie cały czas siedział na ławce. To się nie może zdarzyć, Alfred musi to przecież dostrzegać! A co z tą przerwą na żądanie? Czy on w ogóle patrzy na boisko, kiedy ją bierze?" – pytał retorycznie Kraus.
Podsumowując swoje uwagi, ekspert stwierdził, że selekcjoner nie robi jak dotąd dobrego wrażenia w tym turnieju. "Zaczęło się już w pierwszym meczu. W przyszłym roku czeka nas najważniejszy turniej dla niemieckiej piłki ręcznej od dwóch dekad. Musimy uważać! To nic osobistego, ale chcę, żeby chłopaki odnosili sukcesy – tak jak my wszyscy. A to, co widzieliśmy wczoraj, było bardzo słabe. I trzeba to głośno powiedzieć."
Źródło: handball-world.news
