Niespełna rok temu w Kielcach "Lisy" z Berlina wygrały różnicą sześciu goli, a następnie w rewanżowym starciu na własnym parkiecie zapewniły sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wówczas Industria długo stawiała opór – prowadziła po trzydziestu minutach 24:21, a na kilka chwil przed końcowym gwizdkiem miała cztery bramki zapasu. Wytrzymać tego tempa jednak nie zdołała, mecz zakończył się remisem korzystnym dla ówczesnych mistrzów Niemiec.
Zupełnie inny kontekst spotkania
Tym razem obie drużyny miały inne cele. Füchse Berlin ma już praktycznie pewny bezpośredni awans do ćwierćfinału razem z Aalborgiem. Kielczanie również zapewnili sobie udział w fazie play-off, ale walczą jeszcze o pozycję wyższą niż szóste miejsce. Kluczowe dla ich aspiracji będą nadchodzące pojedynki – ze Sportingiem Lizbona oraz wyjazd do Trondheim na mecz z Kolstad.
Niemniej aktualny lider najsilniejszych ligowych rozgrywek na świecie pozostaje ekipą pełną gwiazd. W bramce dysponuje genialnym Dejanem Milosavljevem, który latem zostanie zawodnikiem Industrii. Choć Füchse przeżywało gorszą końcówkę roku i straciło trzy spotkania, w tym jedno w Lidze Mistrzów w Norwegii, wciąż stanowi potężne wyzwanie.
Znakomity początek i odpowiedź Gidsela
Wicemistrzowie Polski rozpoczęli spotkanie w doskonałym stylu. Skuteczna, choć niekoniecznie wyjątkowo agresywna defensywa, notowali przechwyty i kontrowali. Szybko prowadzili 3:1, potem 6:3. Wtedy do głosu doszedł Mathias Gidsel, najlepszy piłkarz ręczny świata, który natychmiast trzykrotnie pokonał Klemena Ferlina.
Goście prezentowali wszechstronność w ataku. Szymon Sićko pokazał się z dobrej strony, Daniel Dujszebajew trafiał regularnie, udało się rozegrać akcje z Arciomem Karaliokiem na kole oraz z Theo Monarem. W 19. minucie trener gospodarzy Nicolej Krickau zarządził przerwę przy wyniku 8:8, licząc na złapanie właściwego rytmu przez swoich podopiecznych.
Prowokacja i dominacja w pierwszej połowie
To jednak Industria zaskoczyła rywala. Nawet kolejna głupkowata prowokacja Dylana Nahiego, który bez piłki uporczywie blokował Gidsela na środku parkietu i otrzymał za to dwuminutową karę, nie zaszkodziła gościom. Poza duńską gwiazdą żaden z zawodników Füchse nie stwarzał większego zagrożenia dla defensywy ekipy Tałanta Dujszebajewa w pierwszej odsłonie.
Sićko bohaterem drugiej połowy
Po przerwie Gidsel kontynuował swój indywidualny show, ale Kielce również miały swojego bohatera. Szymon Sićko błysnął trzema znakomitymi trafieniami, pozwalając Industrii po raz pierwszy w meczu odskoczyć na cztery bramki.
Kwadrans przed końcem wciąż goście prowadzili różnicą czterech goli. Wtedy Alex Dujszebajew "pobawił się" z bramkarzem Lassem Ludwigiem, wkręcając piłkę do siatki obok jego kończyn. Ferlin prezentował się świetnie między słupkami, a przewaga gości wydawała się bezpieczna przy wyniku 25:22.
Dramatyczna końcówka i kontuzja Alexa
Kłopoty przyszły wraz z karą Maquedy. Niemcy wyszli bardzo wysoko, bronili na połowie przeciwnika. W 48. minucie był już remis 25:25 – Gidsel trafił do pustej bramki przez całe boisko. Wicemistrzów Polski dopadł kryzys, ponieśli strzelecką niemoc. Duńczyk powtórzył to samo zagranie, tym razem dając prowadzenie gospodarzom 26:25. Strzelecką passę gości przerwał dopiero Piotr Jarosiewicz z rzutu karnego.
W 55. minucie było 28:28, za chwilę gospodarze prowadzili 29:28. Wtedy kontuzji mięśniowej doznał Alex Dujszebajew, który w końcówce przejmował rozgrywanie akcji. Był wściekły – prawdopodobnie uszkodził mięsień dwugłowy, co może oznaczać kilkutygodniową przerwę.
Industria albo remisowała, albo traciła jedną bramkę na trzy minuty przed
Źródło: sport.interia.pl

