Spotkanie na hali przy ulicy Wiejskiej w Kwidzynie rozpoczęło się o godzinie szesnastej. Zespół gospodarzy, po dwóch porażkach w meczach o stawkę, mierzył się z Industrią Kielce, która w walce o mistrzostwo nie zamierza oddawać punktów żadnemu rywalowi. Żółto-Niebiescy przybyli na mecz bez Karaleka i Jarosiewicza.
Wyrównana pierwsza połowa
Pierwsze trafienie w meczu należało do młodszego z braci Dujshebaev, następnie wynik powiększył Szymon Sićko. W piątej minucie gospodarze przełamali się dzięki Miliceviciowi, ustalając wynik na 2:1. Kwidzynianie grali odważnie, a dzięki solidnej grze w rozegraniu, gdzie dobrze funkcjonował duet Łazarczyk - Pilitowski, najpierw w siódmej minucie doprowadzili do remisu 3:3, a w jedenastej zbliżyli się na 6:5. Goście próbowali narzucić wysokie tempo, lecz brakowało im skuteczności w ofensywie. Po kwadransie było 8:8.
Kolejne piętnaście minut przyniosło jeszcze lepszą grę MMTS-u. Czarno-Czerwoni wyszli na prowadzenie 10:9, wspierani przez doping prowadzony przez dzieci, który okazał się bardzo skuteczny. Industria opierała swoją grę w ataku na Marcelu Latosińskim, który jednak nie miał dobrego dnia i zmarnował kilka okazji. Goście ratowali się stuprocentową skutecznością w rzutach karnych, dzięki czemu w dwudziestej piątej minucie objęli minimalne prowadzenie 13:12. Walka trwała do ostatniej minuty pierwszej części. Drużyna gości wyszła na plus dwa, ale Igor Malczak odpowiedział trafieniem równo z syreną oznaczającą time-out trenera, przez co gol nie został zaliczony. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 16:14 dla Kielc.
Dominacja Industrii po przerwie
Drugie trzydzieści minut rozpoczęli od gola kontaktowego Czarno-Czerwoni. Dwukrotnie interweniował Zakreta, a swoje pierwsze trafienie zanotował Piotr Papaj. W Kwidzynie ponownie był remis 16:16. W szeregach gości pojawił się niepokój, ale szkoleniowiec Talant Dujshebaev zachowywał spokój. To słuszne podejście przyniosło efekt – Żółto-Niebieska lokomotywa odjechała, z remisu robiąc przewagę pięciu bramek. Bartłomiej Jaszka poprosił o przerwę taktyczną przy wyniku 25:20, ale to nie pomogło. MMTS nie mógł znaleźć sposobu w ataku, a przewaga błyskawicznie urosła do dziewięciu bramek (29:20).
Gospodarze kompletnie się zagubili, a zmiana bramkarza także nie przyniosła poprawy – zmiennik Zakrety nie miał dobrego dnia. Piotr Lewczyk przerwał niemoc swojej ekipy, trafiając do siatki, ale na sensacyjny powrót było już za późno. W ataku zawodzili przede wszystkim Papaj oraz Maciej Pilitowski. Dużą zasługę w tym miał bramkarz Industrii, Adam Morawski, który zanotował ponad dziesięć skutecznych obron. Przed golem Lewczyka, bilans ostatnich około dziesięciu minut wynosił 12:1 dla gości. Ostatnie minuty przyniosły nieco wyrównanej gry, a mecz zakończył się rezultatem 38:25 dla Industrii Kielce.
Zawodnikiem meczu został Łukasz Zakreta, bramkarz gospodarzy, który bronił na około trzydziestu procentach skuteczności.
Źródło: www.handballnews.pl

