Spotkanie w Gdańsku rozpoczęło się od trafienia Mikołaja Czaplińskiego i przez pierwsze piętnaście minut kibice oglądali wyrównaną walkę. Obie drużyny konsekwentnie zdobywały bramki, a w 16. minucie na tablicy świecił wynik 9:9. Wtedy jednak goście zaczęli grać swoją piłkę ręczną.
Duet Moryń-Polishchuk zniszczył obronę gospodarzy
Kaliszanie w końcówce pierwszej połowy pokazali prawdziwą klasę. Jakub Moryń i Rostyslav Polishchuk rozerwali defensywę Wybrzeża, a ich zespół wbił rywalom serię czterech bramek bez odpowiedzi. W tym samym czasie świetnie między słupkami spisywał się Piotr Wyszomirski. Skuteczność gości była zabójcza – do szatni schodzili z komfortowym prowadzeniem 20:13.
Wielka strata i problem z rzutami karnymi
Po zmianie stron wielkopolska drużyna kontynuowała festiwal strzelecki. Jan Klimków w 31. minucie podwyższył na 21:13, dając swojej ekipie ośmiu bramek przewagi. Wybrzeże próbowało odpowiedzieć – Filip Michałowicz ciągnął zespół, kończąc mecz z dorobkiem ośmiu trafień. Gdańszczanie poprawili grę w defensywie, ale ich achillesową piętą okazały się rzuty karne. Gospodarze wykorzystali zaledwie dwa z siedmiu "siódemek", podczas gdy goście byli stuprocentowo skuteczni, trafiając we wszystkich ośmiu próbach.
Dramatyczna końcówka z wykluczeniami liderów
Mimo trudnej sytuacji zawodnicy Wybrzeża walczyli do końca. Bramki Damiana Domagały i Oskara Czertowicza w 57. minucie zmniejszyły dystans do sześciu goli (28:34). Końcówka przebiegała w nerwowej atmosferze – sędziowie rozdawali kary dwuminutowe jak na pęczki. W 58. i 59. minucie z trzecią kartką boisko musieli opuścić kluczowi gracze obu ekip – najpierw Domagała, a minutę później Polishchuk.
Pościg gospodarzy okazał się jednak zbyt późny. Ostatnie słowo należało do Michałowicza, który ustalił wynik końcowy na 31:35, dając cenne trzy punkty ekipie z Kalisza.
PGE Wybrzeże Gdańsk – NETLAND MKS Kalisz 31:35 (13:20)
Najskuteczniejsi: Michałowicz (8), Domagała (5) – Moryń (9), Polishchuk (9), Ribeiro (6), Starcevic (5)
Źródło: orlen-superliga.pl

