Debiut opóźniony przez operację
Wychowanka KPR Gminy Kobierzyce weszła do Orlen Superligi w nietypowych okolicznościach. Choć zespół wywalczył historyczny awans, siedemnastoletnia wówczas Jakubowska nie mogła od razu cieszyć się grą na najwyższym szczeblu - kontuzja kolana wymusiła operację. Zamiast świętować debiut od pierwszej kolejki, musiała czekać do rundy wiosennej sezonu 2016/2017.
Kiedy 4 lutego 2017 roku w końcu wybiegła na parkiet przeciwko Olimpowi-Beskid Nowy Sącz, poczuła przede wszystkim ulgę. Zdobyte w tamtym meczu trzy trafienia były zwiastunem tego, co miało nadejść. Pierwszy sezon przyniósł jej 44 bramki w 17 występach - całkiem obiecujący start dla nastolatki wracającej po urazie.
Za siostrą do szczypiorniaka
Wybór piłki ręcznej nie był przypadkowy - dyscyplina zyskiwała coraz większą popularność w gminie Kobierzyce, a starszą siostrę Kingę, Natalię, już trenowała w lokalnym klubie. Trenerzy szybko zauważyli lewą rękę młodszej z sióstr, co w piłce ręcznej stanowi ogromny atut. Namawianie nie trwało długo.
Jak sama wspomina, nie miała wtedy wielu alternatyw - w okolicy brakowało sekcji sportowych dla dziewcząt. Dziś nie wyobraża sobie innego scenariusza kariery.
Rewolucja pod wodzą nowej trenerki
Prawdziwy przełom nastąpił po pierwszym sezonie, gdy zespół z Kobierzyc objęła Edyta Majdzińska. Nowa szkoleniowiec dostrzegła w młodej zawodniczce potencjał na rozgrywającą. Decyzja zapadła podczas zimowej przerwy - intensywne treningi indywidualne miały przygotować Jakubowską do nowej roli na parkiecie.
Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. Już w pierwszym sezonie na pozycji rozgrywającej zaliczyła 141 trafień w 32 meczach. W kolejnych latach dwukrotnie sięgnęła po koronę najskuteczniejszej zawodniczki ligi, a KPR Kobierzyce zdobywał brązowe i srebrne medale mistrzostw Polski.
Przenosiny do mistrzyń
Latem 2021 roku zdecydowała się na hitowy transfer do KGHM MKS Zagłębia Lubin, ówczesnych mistrzyń kraju. Decyzja nie była łatwa - Kobierzyce były jej domem przez całą karierę. Kusiła jednak perspektywa regularnej gry w europejskich pucharach i mierzenia się z najlepszymi na kontynencie.
Jak podkreśla, z natury ceni stabilizację i nie lubi częstych zmian. Przez całą karierę reprezentowała barwy tylko dwóch klubów, co w dzisiejszych czasach stanowi rzadkość.
Bramka, która zapadła w pamięć
Wśród tysięcy zdobytych trafień jedno szczególnie utkwiło jej w pamięci. Padło w derbowym starciu z Zagłębiem Lubin, jeszcze w barwach KPR-u, w sezonie walki o srebrny medal. Pod koniec napięcia meczu, przy stanie remisowym, otrzymała błyskawiczne podanie od Zuzi Ważnej i w ostatnich sekundach posłała piłkę do siatki, zapewniając cenny punkt w wyścigu po wicemistrzostwo.
Niestety, derby dolnośląskie zapisały się w jej karierze również z dramatycznej strony. To właśnie podczas jednego z takich spotkań doznała zerwania wiązadeł krzyżowych w kolanie - w momencie, gdy rozgrywała życiową formę, mając na koncie 109 bramek w 14 ligowych meczach i 37 trafień w sześciu spotkaniach Ligi Europejskiej.
Walka o powrót trwała 30 miesięcy
Pierwotne prognozy mówiły o niespełna roku przerwy. Komplikacje w trakcie rehabilitacji sprawiły jednak, że Jakubowska nie grała przez blisko dwa i pół roku. Niektórzy zaczęli wątpić, czy w ogóle wróci na parkiet. Zawodniczka pokazała jednak stalowy charakter.
Jak sama mówi, kluczem nie była motywacja, lecz codzienna dyscyplina i sumienne wykonywanie wszystkich zaleceń lekarzy oraz fizjoterapeutów. Nauczyła się cieszyć z małych postępów, świadoma, że każdy krok przybliża ją do celu. Pierwsze bramki po powrocie - sześć trafień w sparingu w Gnieźnie - były zwieńczeniem miesięcy ciężkiej, monotonnej pracy.
Powrót na najwyższym poziomie
Po tak długiej absencji wielu zawodników potrzebuje czasu na odzyskanie formy. Nie Kinga Jakubowska. W sezonie 2024/2025 rzuciła 114 bramek w 27 meczach, pomagając Zagłębiu po raz kolejny sięgnąć po mistrzostwo Polski. Obecne rozgrywki również układają się znakomicie - znalazła się w gronie nominowanych do Gladiatorów Orlen Superligi zarówno w kategorii MVP, jak i najlepszej bocznej rozgrywającej.
Sama podkreśla jednak, że bramki i asysty nie są dla niej najważniejsze. Największą radość sprawia jej sprawnie funkcjonująca drużyna - zarówno w obronie, jak i ataku - oraz widoczny progres całego zespołu i poszczególnych zawodniczek.
W elitarnym towarzystwie
Jubileuszowe, tysięczne trafienie uczyniło z Jakubowskiej członkinię ekskluzywnego "Klubu 1000". Wśród aktywnych zawodniczek z tym osiągnięciem mogą pochwalić się między innymi Kinga Grzyb, Marta Gęga czy Hanna Rycharska. Osiągnięcie tego pułapu przed 27. rokiem życia - zwłaszcza po trzydziestokilkumiesięcznej przerwie - robi szczególne wrażenie.
Rozgrywająca mistrzyń Polski pozostanie w Zagłębiu również w przyszłym sezonie. Jakie cele stawia sobie na kolejne lata? Przede wszystkim zdrowie - po przebytych kontuzjach to marzenie priorytetowe. W aspekcie sportowym marzy o tym, by zespół nie tylko zbierał doświadczenie w europejskich pucharach, ale realnie walczył o awanse do kolejnych faz rozgrywek.
Patrząc na jej determinację i jakość gry po powrocie, trudno zakładać, że tysiąc bramek to koniec. To raczej kolejny etap kariery jednej z najwybitniejszych polskich rozgrywających ostatnich lat.
Źródło: superligakobiet.pl





