Eksperci zgodni co do faworytów grupy
Według opinii specjalistów trudno znaleźć inne wskazania – zespoły Węgier i Islandii plasują się wyżej w hierarchii niż polska drużyna. Sytuacja jest tym trudniejsza, że nasza kadra musi radzić sobie bez takich zawodników jak Szymon Siećko czy Kamil Syprzak. Aby przebrnąć do głównej rundy turnieju, Biało-Czerwoni muszą wygrać z jednym z faworytów – albo w piątek z Węgrami, albo w niedzielę z Islandczykami. Włoski zespół wydaje się przeciwnikiem na podobnym poziomie.
Zmiana postrzegania polskiej reprezentacji
Kiedy kilkanaście lat temu polska drużyna startowała w Mistrzostwach Europy, na których radziła sobie słabiej niż na mundialach, celem były medale. Za kadencji Bogdana Wenty raz udało się dotrzeć do półfinału – i na tym sukcesy się zakończyły. Mistrzostwa Europy to najbardziej wymagająca impreza, bez łatwych konfrontacji z drużynami azjatyckimi, północnoamerykańskimi czy z Oceanii. Obecne postrzeganie naszej kadry w znaczący sposób odbiega od tamtych czasów.
Islandzka dominacja od pierwszych minut
Starcie Islandii z Włochami pokazało aktualną dyspozycję ekipy z północy Europy. Po piętnastu minutach "Wikingowie" prowadzili zaledwie 8:7, wcześniej nawet przez moment tracili prowadzenie. Marco Mengon nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem Viktorem Hallgrimssonem, dobrze znanym w Polsce. Następnie Hallgrimsson obronił również rzut karny wykonywany przez Mikaela Helmerssona. Włoska drużyna wpadła w wyraźny kryzys, a Islandia prezentowała znakomitą obronę.
Potęga gwiazd z Bundesligi
W ataku "Wikingowie" dysponują eksportowym duetem: Omar Ingi Magnusson oraz Gisli Kristjansson – gwiazdami Magdeburga na pozycji rozegrania. W 20. minucie tablica wyników pokazywała już 12:7, a Włosi byli całkowicie bezradni. Tę niemoc przerwał dopiero Leo Prantner, rezerwowy skrzydłowy Füchse Berlin, jednak losy pojedynku były już przesądzone, co doskonale rozumieli sami Włosi.
Dziewięć bramek różnicy po pierwszej połowie
Pierwsza połowa zakończyła się dziewięciobramkowym zwycięstwem Islandii (21:12). Po przerwie zespół z północy nie zwiększał tempa, nie było takiej potrzeby ani sensu ryzykowania. Momentami różnica pomiędzy obiema ekipami sięgała nawet jedenastu trafień.
Czerwona kartka pogorszyła sytuację Włochów
W ataku Christian Manojlovic uderzył łokciem w twarz Kristjanssona. Hiszpańscy arbitrzy, po przeanalizowaniu powtórek, pokazali włoskiemu rozgrywającemu czerwoną kartkę. Zespół z Włoch w końcówce całkowicie się rozsypał. Ostateczny rezultat 39:26 trafi do tabel. Islandia dysponuje mocnymi punktami na wszystkich pozycjach: od bramkarza Barcelony Viktora Hallgrimssona, przez gwiazdy z Bundesligi, aż po zawodników węgierskich klubów z Szegedynu i Veszpremu.
Paradoks islandzkiej piłki ręcznej
Trudno wytłumaczyć, dlaczego Islandczycy od kilkunastu lat nie potrafią zdobyć medalu na dużej imprezie. Co więcej, w ostatnich dziesięciu turniejach mistrzowskich tylko raz znaleźli się w najlepszej ósemce, mimo tak silnej kadry.
Włosi z nietypowym stylem gry
Dla włoskiej drużyny to dopiero drugi mistrzowski turniej po trzydziestoletniej przerwie, a w historii trzeci występ. Zespół gra bardzo nieprzyjemnie dla przeciwników, bez zagrożenia z drugiej linii, za to "kombinując" na potęgę. Stosuje nietypowe rozwiązania zarówno w defensywie, gdzie wychodzą nawet w system 3-3, jak i w ofensywie.
O godzinie 20:30 rozpocznie się drugie spotkanie w tej grupie: Węgry kontra Polska.
Źródło: sport.interia.pl
