Nowe realia polskiej piłki ręcznej
Dzisiejsze postrzeganie reprezentacji Polski znacząco odbiega od czasów sprzed kilkunastu lat. Wówczas biało-czerwoni wyruszali na Mistrzostwa Europy z medalowymi aspiracjami, choć w tej imprezie radzili sobie słabiej niż na mundialach. Jedyny poważny sukces to awans do półfinału za kadencji Bogdana Wenty. Eksperci zgodni są, że EURO stanowi najtrudniejszą imprezę – brak tu łatwiejszych rywali z Azji, Ameryki Północnej czy Oceanii.
Obecnie zespoły Węgier i Islandii plasują się wyżej od Polski w rankingach, zwłaszcza że biało-czerwoni muszą radzić sobie bez Szymona Sićki i Kamila Syprzaka. Droga do zasadniczej fazy wymaga pokonania jednego z tych przeciwników – w piątek Węgrów lub w niedzielę Islandczyków. Włosi postrzegani są jako ekipa na podobnym poziomie co polska drużyna.
Pokazowa dyspozycja Islandczyków
Już w pierwszym meczugrupy F można było ocenić formę reprezentacji Islandii. Paradoksem jest, że przez ostatnie kilkanaście lat "Wikingowie" nie potrafią zdobyć medalu na wielkich imprezach. W ciągu ostatnich dziesięciu turniejów mistrzowskich jedynie raz zakwalifikowali się do najlepszej ósemki.
Zespół z północy dysponuje jednak gwiazdami na wszystkich pozycjach: rozgrywającymi z Magdeburga (Gisli Kristjansson oraz Omar Ingi Magnusson), bramkarzem Barcelony Viktorem Hallgrimssonem, a także zawodnikami z Bundesligi oraz węgierskich klubów Segedyn i Veszprem.
Przebieg meczu z Włochami
Włosi przystępowali do turnieju jako debiutanci po trzydziestoletniej przerwie – to zaledwie trzeci mistrzowski turniej w ich historii. Grają bardzo nieprzyjemnie dla rywala, bez zagrożenia z drugiej linii, stosując skomplikowane kombinacje. W obronie potrafią wyjść nawet w układzie 3-3, podobnie kreatywnie działają w ataku.
Początek spotkania układał się wyrównanie – po piętnastu minutach Islandia prowadziła minimalnie 8:7, wcześniej nawet przez moment przegrywała. Marco Mengon stanął sam na sam z Hallgrimssonem, znanym dobrze w Polsce, lecz pojedynek ten przegrał. Islandzki bramkarz obronił również rzut karny Mikaela Helmerssona. "Wikingowie" stopniowo odrywali się, prezentując znakomitą obronę, a w ataku błyszczał duet Magnusson/Kristjansson.
Efektem było prowadzenie 12:7 w dwudziestej minucie – Włosi znajdowali się w głębokim kryzysie. Bezradność przerwał dopiero Leo Prantner, rezerwowy skrzydłowy Füchse Berlin. Losy meczu były już jednak przesądzone, czego Włosi mieli pełną świadomość.
Bezlitosna końcówka
Pierwszą połowę Islandia zakończyła z dziewięciobramkowym prowadzeniem (21:12). Po przerwie "Wikingowie" nie intensyfikowali już gry, nie widząc potrzeby ryzyka. Mimo to różnica momentami wzrastała do jedenastu trafień.
Sytuację pogorszył incydent z udziałem Christiana Manojlovica, który w ataku uderzył łokciem w twarz Kristjanssona. Po analizie powtórek hiszpańscy arbitrzy pokazali włoskiemu rozgrywającemu czerwoną kartkę. Drużyna z Italii całkowicie się rozpadła w końcówce. Ostateczny wynik 39:26 zostanie wpisany do tabel.
Drugie spotkanie w grupie – Węgry - Polska – rozpoczęło się o godzinie 20.30.
Plan finałowych potyczek
We wtorek w Kristianstad na południu Szwecji odbędą się rozstrzygające pojedynki: Węgry zagrają z Islandią o pierwsze miejsce, natomiast Polska zmierzy się z Włochami o trzecią pozycję.
Źródło: sport.interia.pl
