Jeszcze niedawno sezon Industrii w Champions League zapowiadał się na jeden z najsłabszych w historii klubu. Jednak cztery wygrane z rzędu całkowicie odmieniły sytuację zespołu prowadzonego przez Tałanta Dujeszebajewa, który przed ostatnim meczem fazy grupowej może marzyć o trzecim miejscu w tabeli.
Aby spełnić te ambicje, kielczanie musieli wygrać dwa ostatnie spotkania grupowe oraz czekać na wpadkę węgierskiego mistrza. W środowym starciu zabrakło kontuzjowanego kapitana Alexa Dujshebaeva, co stanowiło istotne osłabienie składu.
Wyrównany początek, potem dominacja gospodarzy
Trener Industrii przed meczem ostrzegał, że portugalski rywal to ekipa pełna młodzieńczego zapału i determinacji w dążeniu do zwycięstwa. Szczególną uwagę Kielczanie musieli zwrócić na Francisco Costę.
Pierwszych dziesięć minut upłynęło pod znakiem równorzędnej walki. Dopiero trafienie Szymona Sićki dało dwubramkowe prowadzenie 8:6. Następnie doszło do serii przewinień i kar dla gości, w tym żółtej kartki dla szkoleniowca Sportingu Ricardo Costy, który protestował przeciwko jednemu z werdyktów arbitrów. Kielczanie świetnie to wykorzystali, zwiększając dystans do trzech goli (10:7).
Mimo rotacji składu przez Dujeszebajewa, Industria utrzymywała przewagę. Benoit Kounkoud ustalił wynik na 13:9, ale gra ofensywna zaczęła tracić na płynności. Trener zareagował niespodziewanym czasem, co przyniosło natychmiastowy efekt – wspomniany Kounkoud przechwycił piłkę, Michał Olejniczak podwyższył na 14:9, a Theo Monar na 15:9. Gospodarze skutecznie neutralizowali portugalscy zespół, a Kounkoud ponownie popisał się kapitalną akcją.
Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gości, którzy odzyskali skuteczność. Kielczanie zaczęli grać zbyt biernie w obronie, co pozwoliło Sportingowi zmniejszyć stratę z siedmiu do czterech bramek. Do przerwy było 20:16.
Pewna kontrola po zmianie stron
Drugą odsłonę Industria rozpoczęła z impetem, zdobywając dwa szybkie trafienia. Mimo odpowiedzi rywali, świetnie w bramce spisywał się rezerwowy Adam Morawski, który obronił rzut karny wraz z dobitkę, a tablica wyników pokazywała 25:20.
Niepokój wzbudziła sytuacja z udziałem Daniego Dujshebaeva, który poślizgnął się i zasygnalizował uraz, prawdopodobnie pachwiny. Po krótkiej przerwie Szymon Sićko zdobył swoją siódmą bramkę w spotkaniu (27:21), a następnie asystą obsłużył Molnara (28:21). Bracia Costa pomogli zmniejszyć dystans do 30:26, lecz Christian Moga zobaczył czerwoną kartkę na dziesięć minut przed końcem.
Industria pewnie kontrolowała przebieg wydarzeń, stopniowo zwiększając przewagę. Dwie minuty przed końcowym gwizdkiem prowadziła 37:30, a Sporting wypuścił już rezerwowych. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 39:33.
Co dalej?
Za tydzień kielczanie rozegrają ostatnie spotkanie fazy grupowej, które może okazać się kluczowe w walce o trzecie miejsce. Ich rywalem będzie Kolstad, a mecz odbędzie się na wyjeździe. W innym środowym meczu Ligi Mistrzów Orlen Wisła Płock pokonała Dinamo Zagrzeb.
Źródło: eurosport.tvn24.pl
/origin-imgresizer.eurosport.com/2026/03/04/image-a74726bc-138f-4efb-bd24-12f10d9f32ce-85-2560-1440.jpeg)
