Fani piłki ręcznej w Opolu doczekali się wreszcie spotkania, na które czekali. Gospodarze zaprezentowali wysoką formę w starciu ze Stalą Mielec, przedłużając tym samym swoje aspiracje do znalezienia się w najlepszej ósemce rozgrywek.
Dotychczasowy przebieg sezonu nie napawał opolskiego zespołu optymizmem. Początkowa faza rozgrywek przebiegała bardzo trudno, a szczególnie zaskakujące były liczne porażki na własnym parkiecie w Stegu Arena. Jednak ostatnie występy pozwalają patrzeć w przyszłość z większą nadzieją. Sukces przeciwko Lotto Puławy na zakończenie roku 2025 oraz awans do kolejnej rundy Pucharu Polski kosztem właśnie mielczan sprawiły, że kibice zaczęli wierzyć w możliwość gry w fazie pucharowej.
Sobotnia konfrontacja była kluczowa dla podtrzymania tych ambicji. Gwardia musiała po raz drugi w tym roku pokonać drużynę z Podkarpacia, która zajmuje ósmą pozycję – ostatnią gwarantującą udział w play-off. To była faktycznie ostatnia szansa na spektakularny finisz fazy zasadniczej.
Błyskawiczny start gospodarzy
Opolanie rozpoczęli mecz w kapitalnym stylu, wręcz druzgocącym dla przyjezdnych. Wydawało się, jakby chcieli wynagodzić swoim fanom poświęcenie czasu w święto zakochanych. Po pierwszych dziesięciu minutach tablica wyników pokazywała 7:1 dla Gwardii. Jednak z upływem czasu goście zaczęli systematycznie odrabiać stratę. Jakub Ałaj w bramce przestał być już tak nieprzeniknioną barierą, co umożliwiło Stali zejście do szatni przy wyniku 10:12, pozostawiając wynik wciąż otwartym.
Decydująca druga połowa
Gospodarze doskonale zdawali sobie sprawę z wagi tego spotkania. Gdy rywale doprowadzili do wyrównania, opolska drużyna wzięła się energicznie do roboty, co błyskawicznie przełożyło się na tablicę wyników. Wystarczyło im dosłownie kilka chwil, by ponownie odskoczyć przeciwnikom. Dwie serie po cztery kolejne bramki sprawiły, że w 48. minucie wynik wynosił 22:15, co praktycznie przesądzało o losach meczu. Robert Lis miał powody do niezadowolenia ze swoich podopiecznych.
Liderzy i rozczarowania
W szeregach Gwardii kluczową rolę odegrali Mateusz Wojdan oraz wspomniany już bramkarz Jakub Ałaj. Tymczasem w ekipie gości zabrakło wyraźnych przywódców. Niska skuteczność charakteryzowała Filipa Stefaniego, Rafała Przybylskiego oraz Jakuba Tokarza. Wiele czynników złożyło się na to, że przyjezdni ulegli w Opolu w zaskakująco łatwy sposób.
Finalne zwycięstwo 25:20 dało Gwardii dopiero piąte w sezonie punkty, ale mogą one okazać się niezwykle cenne. Opolanie podtrzymali swoje szanse na grę w fazie play-off, choć droga do tego celu pozostaje bardzo wymagająca.
Źródło: sportowefakty.wp.pl
