VfL Gummersbach od pierwszego gwizdka narzucił swoje warunki w starciu z HSG Wetzlar. Trener gospodarzy zdecydował się na rozstawienie w ataku bez Köstera – w pierwszej szóstce znaleźli się Ludvig Hallbäck, Kay Smits i Miro Schluroff. To właśnie ten ostatni otworzył wynik spotkania już w pierwszej minucie, a chwilę później Smits podwyższył na 2:0.
Błyskawiczny start gospodarzy
VfL grał skoncentrowanie i konsekwentnie powiększał przewagę. W siódmej minucie Ellidi Vidarsson ustalił wynik na 5:2, dając gospodarzom trzybramkowe prowadzenie. Gummersbach nie zwalniał tempa – w 13. minucie Schluroff efektowną indywidualną akcją zdobył bramkę na 8:4. Chwilę później wspaniała interwencja bramkarza Dominika Kuzmanovicia zapoczątkowała kolejny atak, po którym Hallbäck trafił na 9:5. To zmusiło trenera gości do wzięcia pierwszej przerwy.
Środkowa część pierwszej połowy przebiegała w nieco wolniejszym tempie. Wetzlar postawił twardszy opór, a gospodarze zaczęli popełniać więcej błędów w wykończeniu akcji. Do 19. minuty różnica utrzymywała się na poziomie pięciu bramek (11:6). Jednak w końcówce pierwszej połowy VfL znów przyspieszył – seria 5:1 w ciągu kilku minut doprowadziła do stanu 15:7 w 26. minucie. Tuż przed przerwą po trafieniach Hallbäcka i Lukasa Blohme gospodarze schodzili do szatni z komfortowym wynikiem 17:8.
Druga połowa pod pełną kontrolą
Po zmianie stron przewaga Gummersbachu po raz pierwszy przekroczyła dziesięć bramek – w 32. minucie Vidarsson ustalił wynik na 18:8. Gospodarze mieli spotkanie pod pełną kontrolą, co pozwoliło trenerowi Gudjonowi Valurowi Sigurdssonowi na rotację składu i rozdysponowanie czasu gry między większą liczbę zawodników. Dwa kolejne trafienia – Tilena Kodrina i Smitsa – dały wynik 22:11 w 39. minucie, potwierdzając dominację VfL.
Ostatni kwadrans otworzył Blohme, trafiając na 24:14. Gospodarze nieco zwolnili tempo, ale nie tracili skuteczności ani w obronie, ani w ataku. Świetnie spisujący się tego dnia Hallbäck w 48. minucie zdobył swoją ósmą bramkę, ustalając wynik na 26:17. Na listę strzelców wpisał się także Kentin Mahé (28:19 w 51. minucie). Ostatecznie VfL Gummersbach, przy owacjach na stojąco ze strony własnych kibiców, pewnie wygrał 32:24.
Głosy po meczu
Gudjon Valur Sigurdsson (trener VfL Gummersbach): "Cieszę się nie tylko z wygranej, ale przede wszystkim ze sposobu, w jaki ją osiągnęliśmy. W pierwszej połowie obrona zagrała rewelacyjnie. A przy wszystkim, co przebijało się przez naszą defensywę, świetnie spisywał się Dominik w bramce. Nie ważne kto, gdzie i jak bronił – każdy rozwiązywał swoje zadania bardzo dobrze. Mieliśmy ogromny szacunek do Wetzlaru, ale wiedzieliśmy też, że walczą o utrzymanie. Jeśli wyczują szansę, potrafią być bardzo niebezpieczni. Ale gdy wpadną w kłopoty, presja robi swoje. Dlatego cieszę się, jak to dziś rozegraliśmy, zwłaszcza po tak intensywnym tygodniu pełnym chorób i kontuzji w zespole. Teraz weźmiemy sobie dzień na regenerację, a potem pełne skupienie na meczu z Lipskiem."
Rúnar Sigtryggsson (trener HSG Wetzlar): "Gratuluję VfL. Oczywiście wyobrażaliśmy sobie to spotkanie zupełnie inaczej. Mecz został rozstrzygnięty już w pierwszej połowie. Wiedzieliśmy, że Gummersbach jest w świetnej formie i że większość swoich ostatnich meczów rozstrzygał już w pierwszych piętnastu minutach. Chcieliśmy temu zapobiec, ale kompletnie nam się to nie udało. Gummersbach zagrał bardzo pewnie. U nas jest wiele do poprawy. Oczywiście to nie był mecz, w którym musieliśmy zdobyć punkty, ale teraz czeka nas BHC – i to spotkanie musimy wygrać."
Źródło: daikin-hbl.de
