Przed meczem obie drużyny martwiły się zdrowotnymi problemami kluczowych zawodników. W szeregach gospodarzy wątpliwości budziła dyspozycja Kamila Adamskiego i Roberta Kamyszka, u gdańszczan ze niepokojem patrzono na Mateusza Zembrzyckiego. Ostatecznie wszyscy wspomniani pojawili się na parkiecie, co miało ogromne znaczenie dla przebiegu tego pojedynku.
Adamski od pierwszych minut prezentował kapitalną formę, Kamyszek wspierał defensywę, a Zembrzycki? Bramkarz Wybrzeża do przerwy popisał się pięcioma udanymi interwencjami, choć sam miał spore wsparcie kolegów z formacji obronnej. Po drugiej stronie boiska duet Kacper Ligarzewski - Mikołaj Krekora nie mógł pochwalić się ani jedną obronioną piłką na piętnaście prób rywali. Mimo tego bilansu pierwsza połowa zakończyła się podziałem punktów - 15:15.
Goście odskoczyli, gospodarze wrócili
Początek drugiej odsłony należał do podopiecznych trenera gości. Po dziesięciu minutach na tablicy wyników widniał rezultat 20:17 dla Wybrzeża. Ci, którzy znają ostrowską drużynę, nie mieli jednak wątpliwości - biało-czerwoni nie zamierzali się poddawać. Wystarczyły trzy minuty, by doprowadzić do wyrównania. W tych akcjach wyróżniał się Ivan Burzak, doskonale obsługiwany przez partnerów z zespołu.
Ważny moment nadszedł, gdy Mikołaj Czapliński nie wykorzystał rzutu karnego - KPR miał okazję do objęcia prowadzenia, lecz stracił futbolówkę. Przełamanie przyszło dwie minuty później za sprawą Patryka Kroka, który pokonał Zembrzyckiego.
Marciniak ciągnął Ostrovię
Przez całe spotkanie motorem napędowym gospodarzy pozostawał Patryk Marciniak. Rozgrywający był bezbłędny z siódmego metra, mądrze kierował grę w ataku pozycyjnym i ostatecznie został najskuteczniejszym strzelcem swojej ekipy z dziewięcioma trafieniami. W końcówce do gry wrócili także bramkarze Ostrovii - Jakub Zimny i Kacper Ligarzewski zaczęli łapać trudne piłki, ale ofensywa gospodarzy traciła płynność.
Dwie minuty przed końcem Kamil Adamski wyprowadził KPR na prowadzenie 28:27. Radość przerwała poważna kontuzja Mirianiego Gavashelishviliego, który opuścił parkiet na noszach. Ionut Stanescu wyrównał, a gospodarze mieli ostatnią szansę - zmarnowali ją całkowicie. Goście dysponowali jeszcze czterema sekundami, ale rzut wolny Tomasza Gębali nie przyniósł rozstrzygnięcia. Czas na karne.
Nerwy ze stali w wykonaniu Zembrzyckiego
Potrzebne były dwie serie jedenastek. Decydującą interwencję zanotował Mateusz Zembrzycki, broniąc próbę Dawida Frankowskiego. Seria zakończyła się wynikiem 7-6 dla gdańszczan, którzy w rywalizacji do dwóch zwycięstw prowadzą 1-0. Rewanż odbędzie się 2 czerwca w Ergo Arenie.
Rebud KPR Ostrovia - PGE Wybrzeże Gdańsk 28:28 (k. 6:7)
Ostrovia: Ligarzewski, Zimny, Krekora - Marciniak 9, Burzak 6, Adamski 5, Gavashelishvili 3, Smolikau 3, Krok 1, Urbaniak 1, Frankowski, Kamyszek, Klopsteg, Misiejuk, Szpera, Wojciechowski.
Karne: 8/9 | Kary: 8 min.
PGE Wybrzeże: Zembrzycki, Poźniak - Czapliński 7, Gębala 5, Stanescu 5, Michałowicz 4, Papina 3, Domagała 2, Będzikowski 1, Czertowicz 1, Pepliński, Stępień, Tomczak, Zmavc.
Karne: 8/9 | Kary: 8 min.
Źródło: orlen-superliga.pl





