Koniec ery Orbána uderza w Ferencvaros
Historia sportu zna wiele przypadków, gdy losy klubów splatają się z polityką. Ferencvaros - budapeszteński klub wielosekcyjny, słynący niegdyś z piłki nożnej, a dziś również z sukcesów w piłce ręcznej i polo wodnym - wydaje się być kolejnym przykładem tej zależności. Od kilku tygodni węgierskie media alarmują o pogarszającej się sytuacji finansowej klubu, a dziennikarze wprost łączą ten fakt z upadkiem systemu stworzonego przez byłego premiera Viktora Orbána.
Orbán przegrał wybory parlamentarne 12 kwietnia i po 16 latach jego partia Fidesz oddała władzę. 8 maja nowe Zgromadzenie Narodowe, zdominowane przez partię Tisza nowego premiera Pétera Magyara, oficjalnie przejęło rządy. Dla Ferencvaros oznaczało to koniec wyjątkowo korzystnego układu politycznego.
Klub faworyzowany przez system
Powiązania Ferencvaros z Fideszem były w Budapeszcie tajemnicą poliszynela. Prezydent klubu Gabor Kubatov, członek partii Orbána od 2002 roku i poseł przez dwie dekady (2006-2026), był bliskim współpracownikiem byłego premiera. Co ciekawe, w ciągu 20 lat mandatu parlamentarnego zabrał głos zaledwie raz - w 2007 roku.
Węgierski portal 24.hu ujawnił, że jednym z ostatnich dekretów podpisanych przez Orbána tuż przed opuszczeniem urzędu było rozłożenie długów Ferencvaros wobec państwa na raty - oficjalnie z powodu skutków pandemii COVID-19 i wojny w Ukrainie. Problem w tym, że identyczna ulga nie objęła żadnego innego węgierskiego klubu. Z kolei Telex wyjawił, że z tajnego rządowego funduszu wsparcia sportu o łącznej wartości 11,4 miliarda forintów aż 7,2 miliarda - czyli około 20 milionów euro - trafiło właśnie do Ferencvaros. Reszta węgierskich klubów musiała podzielić się pozostałymi 4,2 miliardami.
Kobiety wciąż mocne, mężczyźni zagrożeni
W strukturach klubu pieniądze płynęły przede wszystkim do sekcji piłki nożnej, choć i piłkarze ręczni odczuwali korzystny klimat finansowy. Damska drużyna handballowa przez lata uchodziła za jedną z najsilniejszych w Europie - i byłoby niesprawiedliwe przypisywać jej sukcesy wyłącznie politycznym układom. Ogromna w tym zasługa trenera Gabora Eleka, który prowadził zespół w latach 2008-2023 i uczynił z niego rywala Győru tak na arenie krajowej, jak i europejskiej. Biało-zielone zdobyły Ligę Mistrzów w 2015 i 2024 roku oraz dotarły do finału w 2023. Klub nie szczędził też grosza na gwiazdy - w minionym sezonie barwy Ferencvaros reprezentowały między innymi Francuzki Laura Glauser i Orlane Kanor, które tego lata odchodzą do Rumunii - decyzja podjęta zresztą już kilka miesięcy temu, bez związku z obecnym kryzysem.
Zupełnie inaczej rysuje się przyszłość sekcji męskiej. Portal 24.hu dotarł do informacji, że zawodników wezwano na spotkanie z władzami klubu, na którym poinformowano ich o dramatycznej sytuacji finansowej. Zaproponowane kontrakty na kolejny sezon zakładają wynagrodzenie w wysokości maksymalnie 300 tysięcy forintów miesięcznie - to zaledwie około 850 euro. Odmowa podpisania takich umów przez zawodników może skutkować wycofaniem drużyny z węgierskiej ekstraklasy.
Gwiazdy w obliczu drastycznych cięć
W pierwszej drużynie grają m.in. reprezentanci Węgier - Máté Lékai, Ádám Borbély, Mátyás Győri i Gábor Ancsin. Dla takich zawodników oferta rzędu 850 euro miesięcznie to sygnał alarmowy. Drużyna zajęła w minionym sezonie czwarte miejsce w lidze i grała w Lidze Europejskiej, kończąc fazę grupową na trzecim miejscu za Melsungen i Benfiką.
Oficjalnie klub zapewnia, że nadal celuje w utrzymanie w ekstraklasie, a nawet w grę w Lidze Europejskiej, do której wywalczył już awans sportowy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że deklaracje te mają niewiele wspólnego z realiami.
Polityczny gorący kartofel
Według węgierskiego portalu Index, Kubatov miał osobiście zwrócić się do nowego premiera Magyara z prośbą o pomoc finansową dla klubu. Magyar miał nie chcieć dopuścić do upadku jednego z największych węgierskich klubów. Sam zainteresowany jednak zdementował te doniesienia - co i tak świadczy o tym, że sprawa Ferencvaros zelektryzowała węgierską scenę polityczną.
Węgierskie media, które dziś cieszą się większą swobodą niż za czasów Orbána, śledzą kolejne odsłony tego kryzysu z wyraźną satysfakcją. Dla Ferencvaros nadchodzące tygodnie będą kluczowe - i to nie tylko na boisku.
Źródło: handnews.fr





