Obiecujący początek Nantes
Nantyjczycy przyjechali do Barcelony ze stratą dwóch bramek z meczu pierwszego (30:32) i od razu rzucili się do odrabiania strat. To oni objęli prowadzenie już w 2. minucie (0:2), a bramkarz Ignacio Biosca - były zawodnik Barcelony, wystawiony w pierwszym składzie przez trenera Grégory'ego Cojeana - zatrzymywał kolejne strzały rywali, kończąc pierwszą kwadrans z 50-procentową skutecznością (5 obronień na 10 rzutów).
Thibaud Briet skutecznie utrudniał życie duńskiemu bramkarzowi Emilowi Nielsenowi, trafiając do siatki czterokrotnie w pierwszych dziesięciu minutach. Co ciekawe, przez ponad 17 minut meczu to HBC Nantes prowadziło lub remisowało - a przypomnijmy, że Barcelona przez całe wcześniejsze 14 spotkań w tej edycji Ligi Mistrzów przegrywała łącznie zaledwie przez 15 minut!
Barcelona przejmuje kontrolę
Katalończycy wrócili jednak do swojej gry. Dika Mem wziął sprawy w swoje ręce i w 23. minucie wyprowadził Barcelonę na prowadzenie (11:10). Kluczowy okazał się moment, gdy Ludovic Fabregas przedarł się przez obronę gości, a na domiar złego Shuichi Yoshida wyleciał na dwie minuty. Nantyjczycy nie poradzili sobie z grą w osłabieniu i do szatni schodzili sfrustrowanie, przegrywając 12:15.
Nokaut w drugiej połowie
Po przerwie Barcelona weszła na wyższy bieg. Aleix Gomez był prawdziwą plagą dla obrony gości - skończył mecz z imponującym dorobkiem 10 trafień na 12 prób. Nicolas Tournat nie radził sobie w defensywie, a Katalończycy bezlitośnie wykorzystywali lukę w środku (18:13 w 37. minucie). Trener Cojean sięgnął po ostatni czas na żądanie już w 44. minucie - zły znak dla jego drużyny.
Mimo że Ignacio Biosca bronił przyzwoicie, to Emil Nielsen zdominował rywalizację bramkarzy - 16 obronień przy skuteczności 44 procent. Barcelona nie dała Nantes żadnych złudzeń i wygrała 31:21.
Pożegnanie Valero Rivery
Mecz był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Valero Rivera rozegrał swój ostatni mecz w Lidze Mistrzów. Trener Carlos Ortega wpuścił go na parkiet, a doświadczony zawodnik pożegnał się z europejską piłką ręczną w swoim stylu - efektownym rzutem karnym z charakterystycznym skrętem piłki, jakiego tylko on jest mistrzem.
Co dalej z Nantes?
Mimo odpadnięcia z Ligi Mistrzów HBC Nantes może patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem. Drużyna rozwijała się przez cały sezon i dotarła do fazy pucharowej z bardzo wymagającej grupy A. Teraz uwaga zespołu skupi się na dokończeniu sezonu ligowego - w planie jest mecz z Dijon, starcie z Paryżem i finał Pucharu Francji przeciwko Montpellier.
Źródło: handnews.fr
