Na parkiecie hali RCS rozegrano spotkanie o ogromnej wadze dla walki o utrzymanie w Orlen Superlidze. Starcie Zagłębia z Lotto Puławami miało kluczowe znaczenie – przegrana oznaczałaby dla jednej z ekip dramatyczne pogorszenie sytuacji w tabeli. Arbitrami pojedynku byli Rawicki i Fabryczny.
Goście z przewagą w pierwszej połowie
Inauguracyjne uderzenie w meczu należało do Gębali, jednak niecelne. Już na starcie gospodarze osłabieni zostali wykluczeniem Dudkowskiego, co wykorzystali przyjezdni, zdobywając pierwszą bramkę. Lubinianie odpowiedzieli dopiero w piątej minucie, wyrównując stan rywalizacji. Fatalny błąd Krupy ponownie dał prowadzenie gościom 2:1, co wyraźnie zachwiało równowagą w zespole gospodarzy.
W ciągu kolejnych pięciu minut podopieczni trenera Dropka wypracowali sobie trzybramkową przewagę (5:2). Zagłębie zdołało wprawdzie szybko zmniejszyć dystans do jednego trafienia, lecz równie błyskawicznie znów oddaliło się w tabeli. Po kwadransie gry tablica wyników pokazywała dwukrotną przewagę gości: 10:5.
Najjaśniejszym punktem w szeregach Miedziowych był młody bramkarz Miłosz Krukiewicz, którego interwencje uchroniły gospodarzy przed znacznie wyższą stratą. Po drugiej stronie równie skutecznie bronił Paweł Ciupa, zdecydowanie najbardziej wyróżniająca się postać pierwszych trzydziestu minut. Linia obrony lubinian zawodziła na całej długości, regularnie pozwalając rywalom na łatwe drogi do bramki.
Końcówka pierwszej odsłony przyniosła jednak korzystne zmiany dla podopiecznych Jarosława Hipnera. Goście, mając komfortową przewagę, stracili czujność, co pozwoliło gospodarzom zredukować stratę z pięciu do dwóch bramek. Do szatni schodzono przy wyniku 16:14.
Dramatyczna końcówka i seria wyrównań
Drugą połowę otworzył Krzysztof Komarzewski, trafiając na 17:14 dla Puław. Przez kolejne minuty utrzymywał się podobny rytm gry – strony wymieniały ciosy, lecz Zagłębie nie potrafiło dogonić rywali. W czterdziestej minucie szansę na powiększenie dystansu zmarnował Jakub Curzytek, popełniając faul w ataku. Od tego momentu jego zespół zaczął tracić skuteczność, co wykorzystali gospodarze, zbliżając się na dwa oczka (21:19).
Tempo spotkania wyraźnie przyspieszyło, a na parkiecie pojawiło się więcej efektownych trafień. Lubinianie zdołali doprowadzić do remisu, co kwadrans przed końcową syreną skłoniło szkoleniowca gości Piotra Dropka do wzięcia czasu (24:24).
Przerwa nie pomogła przyjezdnym – Zagłębie objęło prowadzenie po raz pierwszy od dawna, wypracowując sobie dwubramkową zaliczkę. Impas przełamał dopiero Dan-Emil Racotea rzutem z podłoża (26:25). W końcówce mecz przerodził się w grę falami.
Między pięćdziesiątą a pięćdziesiątą trzecią minutą Lotto wygrało fragment 3:1, co zmusiło trenera Hipnera do wzięcia przerwy przy stanie 28:27. Na parkiecie rozpoczął się festiwal niecelnych rzutów – po dynamicznej fazie z licznymi trafieniami nastąpił okres, w którym bramki padały sporadycznie. Emocje sięgały jednak zenitu. Dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry tablica ponownie pokazywała remis 29:29.
Źródło: www.handballnews.pl

