Z posterunku policji prosto do Hiszpanii
Jeszcze niedawno Patrik Lindblad łączył grę w piłkę ręczną z pracą w policji. Gdy AIK spadło z ligi, 27-latek postanowił spróbować czegoś zupełnie innego - i trafił do Cuenca, klubu zajmującego wówczas drugie miejsce w hiszpańskiej tabeli, tuż za Barceloną. Nagle zamiast służby i treningów po godzinach, miał do dyspozycji słoneczny taras, prywatne lekcje hiszpańskiego i pełnoetatowe życie zawodowca.
Superpuchar i narodziny legendy
Sezon zaczął się dla Cuenca bardzo obiecująco - trzy mecze ligowe, trzy zwycięstwa. Jedyną porażką była przegrana w Superpucharze właśnie z Barceloną, i to aż różnicą jedenastu bramek. Jednak to właśnie ten mecz sprawił, że Lindblad stał się ulubieńcem lokalnej publiczności.
- Kibice byli zachwyceni, gdy dostałem drugą dwuminutową karę właśnie przeciwko Barcelonie. Wtedy zaczęli skandować: "Sueco, Sueco, Sueco" - czyli po prostu "Szwed". Następnego dnia jeden z kolegów z drużyny przysłał mi klip z dubbowanego filmu z Clintem Eastwoodem, gdzie gigantyczny facet walczący z Eastwoodem nazywany jest właśnie "Sueco". Tak powstał mój przydomek - opowiada Lindblad.
Cuenca - miasto zakochane w piłce ręcznej
Cuenca to około 48-tysięczne miasto położone niemal w połowie drogi między Madrytem a Walencją. Słynie przede wszystkim z zabytkowego centrum wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale dla miejscowych równie ważna jest piłka ręczna. Hala El Sagral potrafi zamienić się w kocioł, a tutejsi kibice uchodzą za najbardziej zagorzałych fanów tego sportu w całej Hiszpanii.
Lindblad przyznaje, że sam styl gry w Hiszpanii bardzo mu odpowiada. Przy swoich 197 cm wzrostu i 105 kilogramach, z bogatą historią kar i czerwonych kartek, świetnie odnajduje się w bardziej fizycznym i permisywnym - jak sam to określa - sposobie sędziowania.
- To mi bardzo pasuje. Poza tym łatwiej tu wywalczyć rzut wolny za faul atakującego, ale trzeba umiejętnie pokazać rękami sędziemu, o co chodzi - tłumaczy ze śmiechem.
"Un pato pequeño" - taniec, który podbił miasto
Prawdziwą gwiazdą jednak stał się Lindblad nie za sprawą twardej gry, lecz… starej duńskiej przyśpiewki biesiadnej. Podczas drużynowej kolacji, którą nowi zawodnicy musieli zorganizować dla całego zespołu, każdy z nich miał przygotować jakiś numer. Szwed sięgnął po piosenkę o małej kaczce z machaniem rękoma i nogami - przetłumaczył ją na hiszpański i wykonał przed kolegami.
- To było niesamowite. Ludzie wstawali z krzeseł, śmiali się do łez, niektórzy leżeli na podłodze. Kilku kolegów nagrało to i wrzuciło do sieci - i tak zaczął się szał - wspomina Lindblad.
Film rozszedł się po całym mieście błyskawicznie. Wkrótce jeden z liderów grup kibicowskich poprosił Szweda o tekst piosenki i zaproponował wspólne wykonanie jej z trybunami po wygranym meczu.
- Zgłosiłem się na ochotnika. Wygraliśmy, wyszedłem przed kibiców i razem zaśpiewaliśmy "Un pato pequeño, pequeño, pequeño, con ala…". To było coś niesamowitego. Teraz zdarza mi się słyszeć, jak którýś z zawodników nuci cicho na treningu "pequeño, pequeño…" - śmieje się.
Życie w słońcu - bez pośpiechu do powrotu
Lindblad ma kontrakt na rok z opcją przedłużenia. Hiszpańskiego uczy się z prywatnym nauczycielem, choć sam przyznaje z rozbawieniem, że po szkole średniej przyrzekał sobie, że nigdy więcej nie otworzy ust po hiszpańsku. Tymczasem teraz unika małych uliczek i ogródków restauracyjnych, bo zbyt często zatrzymują go przechodnie, wołając do niego i naśladując słynny taniec kaczki.
Przed Cuenca i "El Sueco" cel na ten sezon jest jasny - awans do rozgrywek EHF Cup. A szwedzki twardziel z Smålandii, który grał wcześniej w Hallby, Hammarby, Ricoh i AIK, wydaje się być dokładnie we właściwym miejscu o właściwym czasie.
Źródło: handbollskanalen.se





