Lepszy start zanotowali goście z Lipska, którzy szybko objęli prowadzenie 3:1. Gospodarze potrzebowali czasu, by odnaleźć się w spotkaniu, ale stopniowo odrabiali straty. W 13. minucie Tristan Kirschner trafił na 10:9, dając Wetzlarowi pierwszą przewagę od początku meczu.
Kontrowersyjna czerwona kartka zmieniła bieg meczu
Po kwadransie gry na parkiet wszedł Philipp Ahouansou i niemal natychmiast, po 19 minutach, wyrównał na 13:13. W kolejnej akcji doszło jednak do kluczowej sytuacji całego pojedynku. Przy próbie przechwycenia długiego podania Ahouansou został nieumyślnie uderzony w twarz przez Blaera Hinrikssona. Sędziowie Leonard Bona i Malte Frank po długiej analizie wideo zdecydowali o czerwonej kartce dla najlepszego strzelca gospodarzy, uznając zagranie za zagrażające zdrowiu, mimo braku złych intencji.
Utrata kluczowego zawodnika to poważne osłabienie dla HSG, które Lipsk szybko wykorzystał, budując trzybramkową przewagę – 17:14 w 27. minucie. Do przerwy Wetzlar zdołał jednak zmniejszyć stratę do jednego trafienia.
– Powinniśmy prowadzić wyżej do przerwy – denerwował się po meczu trener Lipska Frank Carstens.
Walka do ostatniej sekundy
W drugiej połowie 54-letni szkoleniowiec nie raz widział swoją drużynę jako zwycięzcę. W 43. minucie SC DHfK ponownie prowadził trzema bramkami (22:19), ale gospodarze nie zamierzali się poddawać.
– Oczywiście to tylko jeden punkt, ale gratuluję naszemu zespołowi tej walki. Pracowaliśmy razem i wspólnie się broniliśmy. Każdy kibic na hali to poczuł. Na tym musimy budować – powiedział Michael Allendorf, nowy dyrektor sportowy Wetzlaru.
Obrona HSG walczyła o każdy centymetr i przez ponad jedenaście minut wpuszczała tylko jedną bramkę. W 52. minucie Ahmed Nafea, z sześcioma trafieniami najskuteczniejszy strzelec gospodarzy, doprowadził do wyrównania 23:23. Chwilę później Filip Vistorop zdobył bramkę na 24:23, ale arbiterzy dopatrzyli się faulu w ataku i gol nie został uznany.
Fenomenalny Ebner w bramce gości
Bramkarz Lipska Domenico Ebner zaprezentował się znakomicie, broniąc aż 47 procent rzutów i kończąc mecz z 16 paradami – to imponująca statystyka. Jego koledzy z linii wykorzystali to, trafiając na 24:23 (55. minuta), 25:24 (58.) i 26:25 (59.).
Wetzlar jednak nie odpuszczał. Dwukrotnie wyrównywał Stefan Cavor, a 45 sekund przed końcem ponownie Filip Vistorop – na 26:26. Gdy w ostatniej akcji Cavor zablokował rzut zawodnika Lipska, remis stał się faktem.
Rezultat, z którego nikt nie był do końca zadowolony, ale Allendorf po swoich pierwszych 60 minutach w nowej roli w hali domowej podkreślił: – Wszyscy na arenie zobaczyli, że mamy wspólny cel i inwestujemy w niego wszystko. To było dziś ważne i to musi być nasza droga.
Źródło: daikin-hbl.de

