Legionowianie od pierwszych minut jasno dali do zrozumienia, kto jest faworytem tego spotkania. Pierwszą bramkę zapisał na swoim koncie Wojciech Matuszak, a choć goście początkowo próbowali dotrzymać kroku gospodarzom (5:4 w 7. minucie), szybko musieli uznać wyższość KPR.
Kontry dobiły rywala
Kluczem do sukcesu gospodarzy okazała się błyskawiczna gra w przejściu z obrony do ataku. Szymon Wiaderny świetnie czytał grę rywali i po jego szybkich wypadach tablica wyników pokazywała już 8:4. Zespół z Legionowa nie zwalniał tempa – po kwadranse różnica wzrosła do pięciu trafień (11:6), a puławianie bezradnie patrzyli na umykającego przeciwnika.
Choć przyjezdni próbowali znaleźć sposób na zatrzymanie rozpędzonego rywala, każda ich próba kończyła się niepowodzeniem. Końcówka pierwszej połowy należała do Mateusza Kosmali, który swoimi szybkimi akcjami wyprowadził gospodarzy na siedmiobramkowe prowadzenie (19:12). Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 21:14.
Druga połowa to już tylko formalność
Po zmianie stron legionowianie nie mieli zamiaru odpuszczać. Wręcz przeciwnie – błyskawicznie zwiększyli dystans, zmuszając trenera Azotów-Puławy do wzięcia czasu. Niewiele to jednak pomogło. Goście popełniali jeden błąd za drugim, a gospodarze bezlitośnie karali każdą stratę piłki, pędząc do łatwych bramek z kontr. Po zaledwie pięciu minutach drugiej odsłony przewaga sięgnęła już dwucyfrowej wartości – 24:14.
Puławianie próbowali jeszcze przez chwilę podnieść skuteczność w ataku pozycyjnym, ale na poważniejsze odrobienie strat było już za późno. KPR panował na parkiecie, metodycznie dokręcając śrubę. Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem wynik przybrał rozmiary prawdziwej demolki – 38:23.
Końcowy rezultat 41:24 to doskonałe podsumowanie dyspozycji obu zespołów tego dnia. Legionowianie zakończyli fazę zasadniczą efektownym przedstawieniem, a tytuł MVP w pełni zasłużenie powędrował do Mateusza Kosmali, jednego z architektów tego zwycięstwa.
Źródło: orlen-superliga.pl
