Kadra Chorwacji w piłce ręcznej, która zakwalifikowała się do półfinału po pokonaniu Słowenii oraz Węgier, znalazła się w centrum kontrowersji związanych z organizacją mistrzostw Europy. Sukces sportowy został przyćmiony przez liczne problemy natury logistycznej i organizacyjnej, jak informuje portal telegram.hr.
Wyczerpujące warunki transportu i zakwaterowania
Zawodnicy musieli w ekspresowym tempie przemieścić się z Malmoe do Herningu, dysponując jedynie jednym dniem na regenerację przed piątkowym pojedynkiem półfinałowym z reprezentacją Niemiec. W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia dokumentujące zmęczonych sportowców śpiących na podłodze autokaru. Organizatorzy podjęli decyzję o przeniesieniu zespołu do Silkeborga, miejscowości znajdującej się w odległości trzydziestu kilometrów.
Niebezpieczne zanieczyszczenia w pożywieniu
Według dziennikarza Nova TV Ivana Forjana, komplikacje nie ograniczyły się wyłącznie do problemów transportowych. W żywieniu przygotowanym dla reprezentacji wykryto poważne zanieczyszczenia. Już w Szwecji w jednym z dań znaleziono robaka, natomiast w Danii - kawałki plastiku. "To jest jedzenie na Euro piłki ręcznej. Naszych chłopców w płatkach owsianych w Malmoe powitał robaczek, a w Herning jedli makaron po bolońsku z kawałkami plastiku" - napisał Forjan na Instagramie, dołączając fotografie odkrytych zanieczyszczeń.
Reakcja selekcjonera
Trener Dagur Sigurdsson podjął decyzję o anulowaniu spotkania z zagranicznymi mediami, ograniczając się wyłącznie do oficjalnej konferencji prasowej. Szkoleniowiec wyraził swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. "To alarmujące, nie akceptuję takiego podejścia. Nie uważam tego za sprawiedliwe. W takich okolicznościach nie da się prowadzić dobrego treningu. Nie chcę ciągle narzekać. Ale problemem jest brak czasu i szacunku dla naszej drużyny" - stwierdził selekcjoner chorwackiej kadry.
Źródło: sportowefakty.wp.pl
