Punktu od strefy spadkowej, Chartres zdołało zdobyć cenne trzy punkty w meczu z Tuluza, która przyjechała do Eure-et-Loir po porażce z Limoges i nastawiona na rewanż. W Dijon natomiast miejscowy DMH zaskoczy wszystkich, pokonując we własnej hali USAM Nîmes.
Chartres nie zmarnowało przewagi
Choć już w pierwszych sekundach meczu bramkarz Simon Möller obronił rzut Gaëla Tribillona po szybkiej kontrze, to nie zapowiadało to łatwego wieczoru dla gości. Po pierwszych piętnastu minutach to Chartres prowadziło dwoma bramkami. Gospodarze zbudowali przewagę dzięki skutecznej obronie, przechytom i dobrze wykończonym akcjom (9:7 w 13. minucie).
Ale piłka ręczna to szybka gra – w ciągu pięciu minut przewaga trzech bramek zamieniła się w stratę jednej. Chartres zaczęło tracić piłki i popełniać błędy w ataku. Mimo to gospodarze nie poddawali się i trzymali się rywala. Tuż przed przerwą Uros Kojadinovic doprowadził do remisu (18:18).
"To zwycięstwo daje nam dużo satysfakcji, bo uwidacznia mentalność, pracę i zaangażowanie grupy, która od jakiegoś czasu prezentuje właściwą postawę" – Arnaud Calbry, trener Chartres
Druga połowa rozwinęła się według podobnego scenariusza. Toulouse szybko objęło prowadzenie, ale Chartres – wspomagane przez kilka obron Juliena Meyera, który pojawił się w bramce pod koniec pierwszej połowy – ponownie wyszło na prowadzenie (23:22 w 40. minucie).
Tym razem jednak gospodarze nie wypuścili przewagi z rąk. Trener Arnaud Calbry nie wahał się stosować gry siedmiu na sześć czy ustawiać czterech graczy w linii rozgrywającego (31:29 w 51. minucie). Dopingowani przez gorącą publiczność, piłkarze Chartres nie powtórzyli wcześniejszego błędu. Mimo nerwowego finiszu udało się utrzymać jednobramkową przewagę i odnieść pierwsze domowe zwycięstwo w sezonie (33:32).
Dijon utrzymuje nadzieję na utrzymanie
Nîmes błyskawicznie objęło prowadzenie dzięki fantastycznemu rozpoczęciu meczu przez bramkarza Wesley'a Pardina (1:6 w 10. minucie). Ale Dijon nie poddało się. Napędzani dobrą grą Adrii Moralesa Leona, gospodarze systematycznie odrabiali straty. Pierwszą połowę zakończyli nawet na prowadzeniu dzięki bramce skrzydłowego Reidy Rezzoukiego (16:15).
Pokazując charakter zespołu, który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w walce o utrzymanie, Dijon utrzymywało przewagę w drugiej połowie. Choć Nîmes przez moment odzyskało jednobramkowe prowadzenie, nie było w stanie zatrzymać podopiecznych Mathisa Jaffiola. Wspierani przez świetnie dysponowanego bramkarza, gospodarze podnieśli poprzeczkę. Agresywna obrona i skuteczne kontrataki dały Dijon pewne prowadzenie. Ostatnią kropkę nad "i" postawił Ethan Toleon, przypieczętowując udany wieczór w Burgundii (28:25).
Źródło: handnews.fr
