IFK Kristianstad wygrało dwa pierwsze mecze ćwierćfinałowe - nie w wielkim stylu, ale przekonująco. Dlatego cała presja przed trzecim starciem w Kristianstad spoczywała na barkach HF Karlskrona. Porażka oznaczałaby koniec marzeń o awansie.
Wyrównany bój od pierwszego gwizdka
Pojedynek był wyrównany od początku do końca. W pierwszej połowie, rozgrywanej w szalonym tempie, minimalnie lepiej prezentowali się gospodarze. Po zmianie stron inicjatywę przejęli jednak zawodnicy Karlskrony.
IFK prowadziło jednym golem do przerwy, ale Karlskrona mocno rozpoczęło drugą część meczu. Gwiazdą wieczoru był bez wątpienia Isak Larsson, który urządził sobie prawdziwą zabawę przeciwko obronie gospodarzy.
Larsson rozbił byłych kolegów z klubu
Były zawodnik IFK robił absolutnie wszystko, co chciał przez cały mecz. Czy chodziło o zdobywanie bramek (jedenaście trafień w tym spotkaniu), czy o asysty - Larsson był nie do zatrzymania i dominował na parkiecie.
Mimo że Karlskrona wypracowało sobie trzybramkową przewagę w trakcie drugiej połowy, IFK zdołało wrócić do gry i stworzyć nerwową atmosferę na finiszu. Wtedy jednak w kluczowych momentach stanął na wysokości zadania Uros Tomic, który popisał się kilkoma świetnie wyczujonymi obronami. HFK utrzymało przewagę i zwyciężyło 34:30.
Czwarty mecz ćwierćfinałowej serii zostanie rozegrany w czwartek na parkiecie Karlskrony.
Źródło: handbollskanalen.se
