W 10. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzyń kobiet francuski Brest Bretagne Handball odniósł jedno z najcenniejszych zwycięstw w tym sezonie. W niedzielę 11 stycznia 2026 roku drużyna prowadzona przez Raphaëlle Tervel udała się do chorwackiej Koprivnicy, gdzie zmierzyła się z miejscową Podravką. W meczu pierwszej rundy brestczanki pewnie wygrały 33-25, jednak rewanż okazał się prawdziwym testem charakteru.
Koszmarny początek meczu
Od pierwszych minut spotkania Francuzki miały problemy we wszystkich elementach gry. Trener Tervel wystawiła w podstawowym składzie Kiarę Tshimangę, Clarisse Mairot, Annikę Lott, Oriane Ondono, Annę Vyakhirevę, Pauline Coatanea oraz Floriane André w bramce. Pierwsze pięć minut przyniosło wyrównaną walkę (3-3), ale już wówczas widoczne były słabości gości – zbyt wiele strat piłki i brak intensywności w obronie.
Gospodyniom szczególnie groźna była Andrea Simara na lewym skrzydle, która błyskawicznie wykorzystywała każdą lukę w francuskiej defensywie. Do tego doszły świetne interwencje chorwackiej bramkarki Luciji Besen. W 14. minucie Brest przegrywał już 7-5. Próby odrobienia strat nie przynosiły efektów – mimo przewagi liczebnej po wykluczeniu rywalek, Francuzki nie potrafiły jej wykorzystać.
Największym atutem gospodarzy okazała się Tina Barisic grająca w centrum, która w pierwszej połowie nie chybiła ani razu z dystansu (5/5). Brestczanki zmagały się z problemami zarówno w ataku, jak i w obronie – bramkarki André i Depuiset nie potrafiły zatrzymać rywalek. Do przerwy Francuzki przegrywały 13-16, co jak się później okazało, było dopiero początkiem kłopotów.
Jeszcze gorzej mogło być
Początek drugiej połowy przyniósł prawdziwy koszmar. Tervel postanowiła postawić na grę bez bramkarki, wprowadzając do bramki trzecią zmienniczkę Melinę Cantin. Niestety, nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Chorwatki skrupulatnie powiększały przewagę, wykorzystując spudłowany rzut karny Mairot. Po trzech minutach drugiej odsłony było 19-14, a w 35. minucie różnica osiągnęła maksymalny poziom – Brest przegrywał 15-20.
Wydawało się, że sprawa jest przesądzona. Jednak właśnie wtedy brestczanki pokazały prawdziwy charakter. Obrona w końcu zaczęła funkcjonować, a gra bez bramkarki przyniosła efekty. Anna Vyakhireva znalazła drogę do skutecznych rozegrań z pivotami. Serią 3-0 Francuzki zmusiły trenera gospodyń do wzięcia przerwy (20-18, 36. minuta).
Dramatyczna końcówka
Niewykorzystane rzuty karne i czerwona kartka dla Ondono za uderzenie w twarz Pletikosic (44. minuta) – wydawało się, że nic nie idzie po myśli gości. Jednak Tervel nie przestawała walczyć, wprowadzając z powrotem André i Lott, którą nie widziano na parkiecie od początku meczu. Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę.
Lott zdobyła dwie kolejne bramki, a w 48. minucie Brest wreszcie doprowadził do wyrównania (25-25). Cztery minuty później Vyakhireva dała swojej drużynie pierwsze prowadzenie w całym meczu – 29-28! Z minusa sześć bramek na plus jeden – brestczanki dokonały tego, co wydawało się niemożliwe.
Depuiset bohaterką
Kluczową postacią końcówki okazała się Camille Depuiset. Wprowadzona ponownie do gry bramkarka błysnęła dwoma fenomenalnymi paradami z rzędu w 55. minucie, dając oddech swojemu zespołowi przy prowadzeniu 30-28. Choć Simara (która zakończyła mecz ze stuprocentową skutecznością 9/9) utrzymywała Podravkę w grze, to właśnie Depuiset miała ostatnie słowo.
W ostatniej minucie przy prowadzeniu Brestu 31-30, Méline Nocandy straciła piłkę przy nieudanym podaniu. Chorwatki szybko ruszyły do kontrataku, wypracowując doskonałą sytuację dla Barisic rzucającej z biegu. Ale Depuiset była na posterunku – jej parada okazała się decydująca. Sędziowie zagwizdali koniec spotkania, gdy gospodynie próbowały jeszcze oddać ostatni rzut wolny. Brest wygrał 31-30!
Kolejne spotkanie w ramach 10. kolejki Ligi Mistrzyń brestczanki rozegrają u siebie – w sobotę 17 stycznia o godzinie 20:00 podejmą duński Ikast.
Źródło: handnews.fr
