„Widziałem w tym biznesie wszystko, ale doświadczenie BOXEN 2026 dodało nowy wymiar całej historii" – pisze Bogdanović. Strefa kibica w Arenie, rozciągająca się na dwie hale targowe, z milionem aktywacji dla każdego od 2 do 77 lat, z brandingiem nigdy nie widzianym w świecie piłki ręcznej – to wszystko robi wrażenie na byłym bramkarzu serbskiej kadry.
Dania żyje piłką ręczną
"Duńska kultura to piłka ręczna. Piłka ręczna to część duńskiej kultury" – czyta się na wejściu do zaaranżowanego muzeum, które zapiera dech w piersiach. Bogdanović celowo napisał „od 2 do 77 lat", bo w drodze powrotnej z Silkeborga, gdzie zakwaterowana jest reprezentacja Serbii, odwiedził swojego byłego kolegę z drużyny w Ćupriji, który mieszka w Danii już prawie 20 lat. Oglądał jego nagrania z animacji dzieci do piłki ręcznej – tych w wieku przedszkolnym – a potem widział jego sześcioletniego syna, jak perfekcyjnie wykonuje fintę w mocniejszą stronę i wbija piłkę w ścianę salonu, jakby nic innego na świecie nie istniało.
Młodzi, starzy – wszyscy ubrani w koszulki reprezentacji, które kosztują 120 euro. Wszyscy tak samo oddani piłce ręcznej, jako czemuś, co się kocha zarówno gdy wygrywa, jak i gdy przegrywa.
System, którego nie da się dogonić
Duńczykom długo zajęło dojście na szczyt, na którym się teraz znajdują. „I nie wiem, kto i jak ich stamtąd zdejmie, bo na oczywistą pasję naroślili taki system, że jest ich praktycznie niemożliwe dogonić – ani pieniędzmi, ani masowością" – stwierdza doświadczony komentator.
Dlatego pobyt tutaj to przywilej. Poczuć tę erę Mathiasa Gidsela, cieszyć się euforią pogoni za szóstym złotem Nikolaja Jakobsena, który tym samym dorównałby Bengtowi Johanssonowi i znalazłby się zaledwie dwa medale za Claude'em Onestem. „Trzeba zawsze być świadomym i wdzięcznym za wszystko, co otworzyło się na życiowej i zawodowej ścieżce" – dodaje Bogdanović.
Serbia gra o przetrwanie
Serbia zagra z Niemcami o przetrwanie w turnieju. „Nie jest tak, że to nie był jeden ze scenariuszy, których nie przewidywaliśmy, ale które były realne" – pisze były bramkarz. Bardziej niż gra i pewne niecodzienne błędy, które „tylko nam się zdarzają", obciąża ta mentalna bariera, z jaką weszli w mecz z Hiszpanią. „Mowa ciała mówiła 5:0 dla Hiszpanów już po dwóch atakach. I cały mecz minął w jakimś echa szukania właściwej częstotliwości".
Warunek wszystkich warunków to to, by chłopcy uwierzyli w siebie. „Jeśli człowiek nie wierzy we własne umiejętności, to inni też w niego nie uwierzą. To proste. Ta Serbia to nie jest jakiś trzeci garnitur światowej piłki ręcznej" – podkreśla Bogdanović.
„Może być równorzędna, musi pokazać zęby, pewne indywidualne role muszą być długo pamiętane, najbardziej doświadczeni muszą ciągnąć najwięcej i musi na kimś to pęknąć, nawet gdy patrzy cała nacja"
Koniec z mianem „mistrzów eliminacji"
„Spadali i Francuzi, i Norwegowie, i Hiszpanie, i Słoweńcy w ciągu ostatnich pięciu lat – i dawajcie już z tym mianem, które towarzyszy Serbom: »światowi mistrzowie kwalifikacji«".
Nie ma już na co czekać. Wszystkie historie są opowiedziane. Niemcy mają jakość medalową, Austriacy to świetna reprezentacja, ale czas, żeby Serbia też taka była. „Obrona, bramkarze, realizacja. Musi być wszystko. Nie ma miejsca na kawałek po kawałku. I nie ma poprawki – trzeba chwycić los we własne ręce".
Na zegarze 3:22 w nocy, czwartek 17 stycznia. „Na szczęście duńskie świty przychodzą później..." – kończy swoją kolumnę Žika Bogdanović.
Źródło: balkan-handball.com
