Wielkie turnieje to jak całe życie zmieszczone w pięć, siedem, dwadzieścia dni. Rodzisz się pierwszego dnia, umierasz z ostatnią porażką. Wszystko pomiędzy wypełnione jest nadzieją, radością, smutkiem, euforią, rozczarowaniami, przecenianiem i niedocenianiem – dokładnie jak w prawdziwym życiu. I wszystko przelatuje równie szybko. Trzeba natychmiast iść dalej. Nie ma czasu na długie świętowanie, trzeba być jeszcze lepszym, nie można się ponieść – tak to musi działać.
"Poszło mi w życiu, jestem dzieckiem szczęścia, a mówili, że ze mnie nic nie będzie" – ten wers Bułata najlepiej oddaje nokaut, jaki Serbia zadała Niemcom przed 10 tysiącami kibiców w BOXEN. Niemieccy koledzy mówią mi, że dzień po meczu briefing z Gislasonem i zawodnikami wyglądał jak pogrzeb. Cisza. Szok. Nie wiedzą, co ich uderzyło. Mają zasoby i zawodników na dwie reprezentacje, zapełnili halę w Herningu, bo to zaledwie 150 kilometrów od granicy – a dostali szachmat od zespołu z Draganem ze stali, pancevacko-szabacką osią bez wielkiego międzynarodowego doświadczenia, pełną pewności siebie i tego, co sami nazywamy "tłumaczeniem z hiszpańskiego na francuski".
Komandante załatwił Islandczyka.
Dwanaście lat czekania
U nas grał orkiestra weselna, nie pogrzebowa. To doświadczenie będzie mnie niosło przez lata. Życie jest krótkie, ale pamięć mam długą. I bolesną. Większego zwycięstwa reprezentacji Serbii nie przeżyłem od Areny w 2012 roku. Czekałem na to tyle lat i dzięki Bogu, że nie muszę się powstrzymywać ani gasić emocji. Pięknie jest, ciepło na sercu. Daj Boże, żebym dożył jeszcze stu takich wieczorów, a to dopiero czwarte zwycięstwo na mistrzostwach Europy (bez Belgradu) obok trzech remisów i... 19 porażek.
Dziewiętnaście.
To oznacza, że różne generacje z 10 meczów przegrywały średnio osiem, a ja stałem w strefie mieszanej i patrzyłem, jak przykrywają oczy ręcznikami, uciekają od mikrofonów, czerwieni się z wściekłości i odchodzą z tym "mogliśmy, a nie udało się". Potem zazwyczaj następuje 355 dni kompletnej pustki, kiedy sport nie umieszczają nawet w kategorii "inne", kiedy ludzie się żegnają ze zdziwienia, gdy wspominasz, czym się zajmujesz...
Dlatego noc po meczu była głośna.
Austria nie będzie łatwa
A teraz znów życie i powrót do dnia, który jest ważniejszy od poprzedniego. Taki jest sport, dlatego jesteśmy od niego uzależnieni. W tym duchu wypowiadają się Banda i Marsa. Nic jeszcze nie zostało zrobione, dopóki się nie skończy...
Austriacy mają swoje atuty. Mnóstwo zawodników w Bundeslidze, charakterni, pokazywali zęby wszystkim za czasów Pajovicia na ławce, a teraz z Ikerem, który po spadku z Bundesligi desperacko potrzebuje sukcesu, by zatrzymać swobodny upadek kariery. Nie będzie łatwo przeciwko takiej drużynie, ale wierzę, że wszystkie bariery zostały przełamane, a trener formatu Raula umiejętnie zarządza sytuacją. Gdyby ktoś przed turniejem zaproponował taką sytuację przed ostatnią kolejką – kto by tego nie przyjął?
TOP 12 i kolejne cztery mecze z czołowymi reprezentacjami byłyby wielką szkołą dla sił ARKUS, a nagrodą dla długoletnich reprezentantów. W końcu też potwierdzeniem, że coś dobrego się zaczęło. Sukces reprezentacji jest nam potrzebny jak suchej ziemi deszcz.
Macedonia jak zegarek, Słowenia się obroni
Więc spokojnie od Herningu do nowego Herningu. W tym nowym Herningu od przyszłego czwartku może cudem zobaczymy też Macedończyków, którzy dokonali heroicznego wyczynu przeciwko Portugalii, mając tyle problemów z kontuzjami podczas meczu. Grają jak zegarek, dobry zegarek. Błędy techniczne zredukowane do minimum, w każdym momencie wiadomo, jaki jest plan na boisku. Piętno Kiretsa i codzienna praca w Alkaloide. Szczyt formy Filipa Kuzmanovskiego, zawodnika wielkiego formatu. Jeśli trzeba biegać – biegamy. Jeśli trzeba grać w szachy – dawaj figury. Jeśli trzeba wziąć odpowiedzialność – tylko pytanie, kto pierwszy. Gdzie była Macedonia po zmianie pokolenia, a gdzie jest teraz? Niebo i ziemia.
Didier Dinart "zagubiony w tłumaczeniu", gdzieś też to oczekiwane. Czarnogóra bezsilna, by dwa razy w 48 godzin sprintować z przeciwnikami, którzy robią to naprawdę dobrze.
A Słoweńcy? Jest tam tyle mentalności zwycięzców, zdobytych trofeów i wyróżnień, mistrzów piłki ręcznej, że taka grupa musi się odhaczyć. I kiedy Zorman się zdenerwuje, i kiedy idzie na dół – zawsze znajdzie się rozwiązanie.
Idziemy dalej.
Źródło: balkan-handball.com
