To transfer, który od miesięcy wstrząsa niemiecką i duńską piłką ręczną. W tym tygodniu telewizja TV2 Sport uchyliła rąbka tajemnicy w sprawie Simona Pytlicka: negocjacje między Füchse Berlin a SG Flensburg-Handewitt w sprawie wcześniejszego transferu latem 2026 roku oficjalnie załamały się. A kwoty, o których mowa, zapierają dech w piersiach.
Złamana obietnica i utracone zaufanie
Wszystko zaczęło się w grudniu 2024 roku. Flensburg przekonało Simona Pytlicka podczas spotkania, by zrezygnował z klauzuli umożliwiającej mu odejście już latem 2026 roku. Zawodnik przystał na to, chcąc pokazać zaangażowanie w projekt klubowy, szczególnie przy swoim byłym trenerze z GOG,Nicoleju Krickau, który właśnie objął posadę szkoleniowca. Ale zaledwie 24 godziny później, nie wspominając o tym ani słowem podczas tego samego spotkania z Pytlickiem, władze Flensburga zwolniły Krickau. Zaufanie zostało złamane w mgnieniu oka.
Pięć miesięcy po tym incydencie, w kwietniu 2025 roku, Pytlick mimo wszystko przedłużył kontrakt do 2030 roku, ale tym razem wynegocjował klauzulę wyjścia na lato 2027. To właśnie tę klauzulę zawodnik aktywował, otwierając drogę do potwierdzonego transferu do Füchse Berlin. Sam przyznaje bez ogródek: przedłużył kontrakt, bo chciał stworzyć stabilność, ale zapewnił sobie furtkę na wypadek, gdyby spokój nie wrócił. I nie wrócił.
Berlin nie chce czekać do 2027 roku
Niemieccy mistrzowie nie zamierzali jednak czekać do 2027 roku. Z zaplanowanym odejściem Lasse Anderssona już przyszłego lata, w składzie Füchse powstaje ogromna luka na pozycji lewego rozgrywającego. Bob Hanning jasno zadeklarował już w listopadzie 2025: jeśli Pytlick może przyjść w 2026 roku, Füchse wykorzystają tę szansę bez wahania. Negocjacje z Flensburgiem w sprawie transferu o rok wcześniej zostały więc rozpoczęte.
Rekordowa oferta za wcześniejszy transfer
Kwoty szybko osiągnęły kosmiczne poziomy. Według portalu RTHandball, Berlin najpierw zaproponował pakiet obejmujący transfer norweskiego rozgrywającego Tobiasa Gröndahla, młodego zawodnika pozyskanego przed sezonem z GOG, wraz z odstępstwem w wysokości 750 tysięcy euro – dokładnie tyle, ile wynosi klauzula wykupu, którą Füchse już aktywowali na 2027 rok. Hojna oferta, ale najwyraźniej niewystarczająca.
Według TV2 Sport Berlin następnie podniósł stawkę aż do 1,5 miliona euro, by pozyskać Duńczyka już tego lata. Zapytany bezpośrednio o tę kwotę, trener Füchse Nicolej Krickau – ten sam, którego Flensburg wcześniej zwolnił, a który teraz siedzi po drugiej stronie stołu negocjacyjnego – ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, ograniczając się do stwierdzenia, że zaproponowano rozwiązanie, ale w tej chwili nie ma aktywnych negocjacji.
Flensburg trzyma się mocno
Flensburg nie odpuszcza. Władze klubu twierdzą, że planują z Pytlickiem do 2027 roku i nadal odmawiają komentowania szczegółów kontraktowych. To pozycja fasadowa, uważają liczni obserwatorzy, ponieważ zbyt wiele sygnałów wskazuje na rychłe odejście zawodnika. Jak podsumowuje były reprezentant Niemiec Tobias Reichmann, za dużo wskazówek kieruje w tym samym kierunku, by Pytlick miał zostać kolejny sezon na niemiecko-duńskiej granicy.
Sam Pytlick, choć przyznaje, że stracił zaufanie do władz Flensburga, respektuje swoje zobowiązania kontraktowe i przyznaje, że klub zasługuje na odpowiednią rekompensatę. Jest sfrustrowany, że sytuacja wciąż nie została rozwiązana, i pozostawia klubom znalezienie wspólnego języka. W międzyczasie nadal występuje w barwach Flensburga – mimo kontuzji brzucha – i pojawił się na zgrupowaniu reprezentacji Danii w marcu.
Berlin złożył bezprecedensową w europejskiej piłce ręcznej ofertę za przyspieszenie transferu o rok, zwłaszcza że Dika Mem i tak dołączy do Füchse w 2027 roku. Flensburg się opiera. Ale w tej batalii między dwoma klubami o przeciwstawnych ambicjach to zawodnik już za kulisami wybrał swoją stronę.
Źródło: handnews.fr
