Historia zatoczyła koło, choć tym razem z innym finałem. Dziesięć lat temu Bergischer HC i SC Magdeburg mierzyli się w półfinale Pucharu Niemiec – po dogrywce lepsi okazali się wówczas zawodnicy z Magdeburga, wygrywając 36:33. W sobotę po 60 minutach znów był remis 22:22, znów potrzebna była dogrywka. Ale tym razem nawet dodatkowe dziesięć minut nie wyłoniło zwycięzcy.
W rzutach karnych lepsze nerwy mieli zawodnicy BHC. Bramkarz Christopher Rudeck obronił szóstą "siódemkę" Magdeburga wykonywaną przez Matthiasa Musche, a Noah Beyer wykorzystał swoją próbę, ustalając wynik na 31:30. Beyer został też wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.
Lwia walka od pierwszej minuty
Bergischer HC w pełni zasłużył na swój pseudonim "Bergijskie Lwy". Przez całe 70 minut zespół walczył z niezwykłą determinacją ku uciesze swoich fanów, którzy zapełnili LANXESS arenę. Pierwsze 20 minut to był prawdziwy pokaz mocy gospodarzy – w tym czasie lider tabeli HBL zdobył zaledwie cztery bramki z gry, podczas gdy atak BHC działał jak dobrze naoliwiona maszyna.
W ósmej minucie Eloy Morante Maldonado trafił na 8:5, a hala eksplodowała z radości. Trener Magdeburga Bennet Wiegert poprosił o przerwę. W tym momencie po stronie mistrzów punktowali tylko dwaj Islandczycy – Gisli Kristjansson z trzema bramkami z gry oraz Omar Ingi Magnusson z dwoma "siódemkami".
Magdeburg odpowiada pod koniec pierwszej połowy
Po przerwie na rozmowę Szwed Felix Claar błysnął podwójnym trafieniem, a tuż przed końcem pierwszej połowy SCM wyszedł na pierwsze i jedyne prowadzenie przed przerwą – 11:10. Do szatni zespoły schodziły przy wyniku 11:11. Wcześniej Eloy Morante Maldonado popisał się najbardziej spektakularną akcją pierwszej połowy, nie tylko blokując, ale wręcz łapiąc piłkę w locie niczym piłkarski bramkarz.
Rewelacyjna postawa beniaminka
Po zmianie stron obraz gry pozostał niezmieniony – BHC grał z niesamowitym zaangażowaniem, intensywnością i charakterem, a Magdeburg nie mógł rozwinąć swojego szybkiego stylu gry. W 40. minucie było nadal po równo – 15:15.
O ile na początku dominowali islandzcy gracze SCM, tak w drugiej połowie na pierwszy plan wysunął się Szwed Claar. Po stronie beniaminka była to wspaniała gra całego zespołu, wsparta świetnymi interwencjami bramkarza Christophera Rudecka i niezwykle mobilną obroną.
Dramatyczna końcówka
Efekt? Prowadzenie 18:17 w 50. minucie, a pięć minut przed końcem było 21:20 dla BHC. Wtedy jednak podwójnym ciosem popisał się Albin Lagergren, dając Magdeburgowi pierwsze prowadzenie od stanu 15:14. Gdy bramkarz Sergey Hernández obronił rzut, a w kontrataku SCM wywalczył karnego, lider HBL miał wielką szansę na dwubramkowe prowadzenie. Ale Christopher Rudeck – już po raz trzeci w tym meczu – obronił rzut karny, tym razem Manuela Zehndera. Po drugiej stronie wyrównał Aron Seesing. Cała LANXESS arena, z wyjątkiem sektora gości, szalała z radości.
30 sekund przed końcem Bergischer HC stracił piłkę w ataku. 11 sekund przed syreną Wiegert wziął ostatni czas, ale Magdeburg nie zdołał oddać celnego rzutu, choć wywalczył rzut wolny bezpośredni. Felix Claar trafił jednak w mur – dogrywka!
Rzuty karne rozstrzygają
Po pięciu minutach dogrywki BHC prowadził 25:24 i utrzymywał przewagę aż do sześciu sekund przed końcem. Wtedy Omar Ingi Magnusson wyrównał z karnego na 27:27. Po raz drugi w historii Final4 (od 1995 roku) o zwycięstwie musiały zadecydować rzuty karne. W 2002 roku również wygrał SC Magdeburg, pokonując Nordhorn 39:38.
Tym razem w Kolonii aż trzech zawodników Magdeburga nie wykorzystało swoich szans. Gdy Noah Beyer posłał piłkę do siatki po swoim ostatnim rzucie, LANXESS arena była o krok od eksplozji. Największa sensacja od czasu przeniesienia turnieju do Kolonii trzy lata temu stała się faktem – Bergischer HC po raz pierwszy w historii zagra w finale Pucharu Niemiec!
Źródło: daikin-hbl.de
