Życie na wielkim turnieju to marzenie wielu piłkarzy ręcznych. Dla Axela Månssona stało się codziennością naznaczoną rutyną, jednością zespołu i wieloma godzinami spędzonymi w hotelu.
– Mieszkamy w hotelu już prawie dwa i pół tygodnia. Właściwie nie mogę narzekać: dobre jedzenie, świetne warunki i przyjemna atmosfera w zespole – opowiada zawodnik w wywiadzie przeprowadzonym w hotelu kadry.
Świadomość swojej roli
Jeszcze przed zgrupowaniem Månsson wiedział, jakie jest jego miejsce w hierarchii drużyny. Selekcjonerzy byli w tej kwestii otwarci.
– Mamy w Szwecji bardzo wielu świetnych zawodników, szczególnie na moich pozycjach. Ale czuję, że Micke i Falle we mnie wierzą. Podczas poprzednich zgrupowań dostałem szansę gry w trzech z czterech połów, więc wiem, że na mnie liczą – podkreśla.
Jednocześnie nie ma wątpliwości co do ostrości rywalizacji.
– Konkurencja na tych pozycjach jest brutalna. Dla mnie chodzi o to, żeby przyjąć rolę, jaką dostaję, i wycisnąć z niej maksimum.
Dla zawodnika, który w swoich klubach niemal zawsze był pewnym punktem składu, to spore wyzwanie.
– To prawda. Niemal zawsze byłem w podstawowej szóstce i kluczowym graczem. Wyjątkiem był pierwszy rok w Lugi – wtedy głównie wykonywałem rzuty karne. Mieliśmy przecież takich graczy jak Casper Käll, Theo Übelacker czy Fredrik Olsson.
Obserwacja i wyciąganie wniosków
Teraz sytuacja jest inna. Więcej czekania, więcej obserwacji.
– To rzeczywiście nowa sytuacja. Samo doświadczenie nie bycia zawsze w centrum uwagi czy w samym środku akcji. Oczywiście jest mi przykro, bardzo chcę grać. Ale staram się jak najlepiej wykorzystać tę sytuację i nauczyć się jak najwięcej – przyznaje Månsson.
Zaakceptowanie swojego położenia było procesem, choć nie walką.
– Nie powiedziałbym, że to trudne. Dostosowuję się do tego, co mówią trenerzy. Zaakceptowałem sytuację. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy – skręcona stopa czy choroba mogą wszystko zmienić w mgnieniu oka. Więc staram się za dużo o tym nie myśleć. Jeśli dostanę szansę, to ją wykorzystam.
Dodatkowe treningi i gotowość
Gdy przychodzą dni meczowe, a minuty na parkiecie nie, trzeba znaleźć inne sposoby utrzymania formy.
– Po prostu trenuję dalej. Jeśli nie gram, muszę zdobyć obciążenie w inny sposób. Dochodzą dodatkowe sesje na siłowni i inne formy wysiłku.
Intensywna jesień na poziomie klubowym pozwala teraz znaleźć inny rodzaj równowagi.
– Z Kristianstad graliśmy mnóstwo meczów, więc teraz jest okazja, żeby popracować trochę więcej nad siłą i kondycją, nie doprowadzając się do wyczerpania. Łączę trening kondycyjny, siłowy i trochę gry z piłką.
Inspiracja w każdym treningu
Mimo ograniczonego czasu gry Månsson podkreśla, że rozwój trwa każdego dnia.
– Chodzi właściwie o całość. Cały zespół. Stać na treningu i mierzyć się z Bergendahlem czy Maxem, a jednocześnie mieć wokół siebie Jima, Felixa i innych rozgrywających.
Robi krótką przerwę.
– To środowisko, które jest ekstremalnie wymagające. W bardzo dobry sposób.
A gdy pojawiają się indywidualne momenty klasy, trudno się nie dać porwać.
– To zdecydowanie inspirujące. Na przykład Nikola i Montenovi. Gdy Nikola popisał się tym lobem w pierwszym meczu – to było szaleńczo efektowne – mówi Axel Månsson.
Dla młodego reprezentanta te mistrzostwa to może nie czas na wielkie nagłówki czy masę minut na parkiecie, przynajmniej nie jeszcze. Ale to czas na coś innego – na naukę, cierpliwość i gotowość na moment, który w końcu nadejdzie.
A na mistrzostwach taki moment może pojawić się szybciej, niż się wydaje.
Źródło: handbollskanalen.se

