Poprzedni weekend był dla Aranäs bolesny – porażka z Kungälvs HK zepchnęła zespół na ostatnie miejsce w tabeli tuż przed finiszem sezonu zasadniczego. Tym cenniejsze okazało się sobotnie zwycięstwo, które przywróciło nadzieję na utrzymanie.
Trudny początek, silne zakończenie
Mecz rozpoczął się nerwowo dla gospodarzy. Dopiero po dziesięciu minutach, przy stanie 1:4, Aranäs zdołało odwrócić losy spotkania. Kluczowe okazały się rzuty karne Alvy Persson oraz wysokie tempo w ofensywie, które pozwoliło drużynie znaleźć właściwy rytm gry przeciwko czwartej w tabeli ekipie z Höör.
– Zagraliśmy dobrze w obronie, trzymaliśmy się mniej więcej planu – powiedziała Hanna Eriksson, która stała się jedną z bohaterek meczu dzięki wielu skutecznym interwencjom, zwłaszcza w drugiej połowie.
Decydujące momenty
Aranäs wypracowało sobie przewagę 20:16, ale musiało walczyć do końca, by odprawić faworyzowanego rywala. W kluczowych minutach H65 Höör marnowało zbyt wiele okazji, podczas gdy gospodarze skutecznie kończyli akcje. Energia dodatkowo rosła po udanych interwencjach bramkarki Eriksson.
– Pokonałyśmy je już w zeszłym roku tutaj, na własnym parkiecie – uśmiechała się Eriksson, która mogła pochwalić się wysokim procentem obron.
Nicolina Fredriksson ustaliła wynik na 25:22 trafiając z lewego skrzydła, następnie Elin Åkesson przebiła się przez obronę rywalek zwiększając przewagę do czterech bramek. Mecz był praktycznie rozstrzygnięty.
Eriksson obroniła ostatnie próby punktowania gości na półtorej minuty przed końcem. Po spokojnej przerwie na żądanie Alva Persson dorzuciła swoją dziewiątą bramkę, ustalając wynik końcowy na 27:24.
HK Aranäs – H65 Höör 27:24 (12:11)
Źródło: handbollskanalen.se

