Informacja o zakończeniu kariery przez jednego z najbardziej rozpoznawalnych trenerów w Szwecji spadła jak grom z jasnego nieba. Dla samego Stockenberga decyzja jest jednak wynikiem długich przemyśleń. Po latach pracy z takimi klubami jak Alingsås, IK Sävehof, Amo czy ostatnio HK Önnered, poczuł, że wewnętrzny kompas wskazuje mu drogę poza halę.
– Najwyższy czas zrobić coś innego. Obiecałem sobie lata temu, że gdy przestanę to kochać, odejdę. Ten dzień nadszedł – powiedział w rozmowie z Handbollskanalen.
Elita to nie tylko sukcesy
W szczerym wywiadzie Stockenberg uchylił rąbka tajemnicy, jak wygląda prawdziwe życie trenera na najwyższym poziomie. Za pasją i spektakularnymi gestami przy linii bocznej kryje się codzienność wypełniona presją i permanentną dyspozycyjnością.
– Bycie elitowym trenerem to nie bajka. To w 80 procentach stres – przyznaje wprost. – Rzadko możesz być naprawdę zadowolony. Zawsze jest następny mecz, następny sezon, następny trening, następne spotkanie. To psychiczne obciążenie, które nie zawsze jest zdrowe. Uważam, że więcej trenerów powinno robić jak ja – brać sobie rok przerwy od czasu do czasu, żeby w ogóle dać radę.
Stockenberg zwraca też uwagę na ewolucję roli szkoleniowca przez ostatnie dekady.
– Kiedyś wystarczyło być trenerem. Dziś oczekuje się, że będziesz wszystkim naraz – psychologiem, kimś kto radzi sobie z rodzicami, świetnym coachem i osobą odpowiedzialną za indywidualne plany rozwoju każdego zawodnika. To ogromne wymagania, które wyczerpują siły.
Duma z bycia sobą
Przez lata kariery Stockenberg zasłynął z tego, że nigdy nie przepraszał za swoją osobowość. Często wdawał się w potyczki z sędziami i zarządami klubów, co wspomina z mieszaniną dumy i autorefleksji.
– Jestem najbardziej dumny z tego, że zawsze byłem sobą. Nigdy nie lizałem tyłków, żeby dostać najlepsze posady. Szedłem własną drogą. Gdybym bardziej się dostosowywał, może poszedłbym dalej w karierze, ale straciłbym to, za czym stoję. Jestem szczery, czasem mówię za dużo, czasem kogoś zbesztuję, ale właściwie niczego nie żałuję.
Pytany o największe osiągnięcie, nie wymienia tytułów mistrzowskich czy sukcesów w Lidze Mistrzów, ale ludzi, których pomógł rozwinąć.
– Jestem cholernie zadowolony, że pomogłem ukształtować prawie stu reprezentantów kraju przez te lata. Obserwowanie młodych zawodników, jak się rozwijają i dochodzą na szczyt – to dla mnie najważniejsze.
Przyszłość bez stałych planów
Choć decyzja wydaje się słuszna, Stockenberg przyznaje, że ma pewien niepokój przed tym, co go czeka. Po niemal 40 latach spędzonych w hali, życie poza piłką ręczną to dla niego nieznana karta.
– Piłka ręczna była moim stylem życia, ale teraz chcę spróbować być od niej z dala przez jakiś czas i zobaczyć, czy wrócą chęci i energia. Fajnie będzie nie mieć obowiązków wieczorami i nie być zarezerwowanym każdy weekend i Boże Narodzenie.
Drzwi do powrotu pozostawia jednak lekko uchylone.
– Nigdy nie zamyka się drzwi całkowicie, ale teraz muszę zadbać o siebie i odzyskać formę.
Jeszcze jedna wiosna
Przed przerwą czeka go jeszcze intensywna końcówka sezonu. Stockenberg nie zamierza zwalniać tempa w ostatnich miesiącach kontraktu.
– Teraz najlepsza część – mistrzostwa juniorów i play-offy. Będzie fajnie być częścią tego do samego końca. Zrobiłem wszystko dla szwedzkiej piłki ręcznej i nikt nie może mi zarzucić, że się nie starałem.
Źródło: handbollskanalen.se

